„Mam dość zakłamania
Mam dość pustych słów
Mam dość przemądrzałych
Mam dość świętych krów
Mam dość pogardzania
Mam dość
Niech się śmieją
Mam dość
Tych co szydzą, drwią, bo nic nie rozumieją
Nie mogę znaleźć takich słów, które opiszą wszystko, kto by mógł?
I tylko mam nadzieję, że nie jestem sam i ty też widzisz, że
Obrywasz ciągle za coś, co nie jest złe
Ale przekręcają wypaczają i gnębią cię
Wbijają szpilę w ciebie, pogardy ton,
Włażąc z buciorami w twoje pole, oni popełniają błąd
Mam dość nieuczciwych
Mam dość szarlatanów
Mam dość nawiedzonych
Mam dość mądrych panów
Mam dość wyuczonych
Mam dość nie wariatów (…)”1
Mam dość pustych słów
Mam dość przemądrzałych
Mam dość świętych krów
Mam dość pogardzania
Mam dość
Niech się śmieją
Mam dość
Tych co szydzą, drwią, bo nic nie rozumieją
Nie mogę znaleźć takich słów, które opiszą wszystko, kto by mógł?
I tylko mam nadzieję, że nie jestem sam i ty też widzisz, że
Obrywasz ciągle za coś, co nie jest złe
Ale przekręcają wypaczają i gnębią cię
Wbijają szpilę w ciebie, pogardy ton,
Włażąc z buciorami w twoje pole, oni popełniają błąd
Mam dość nieuczciwych
Mam dość szarlatanów
Mam dość nawiedzonych
Mam dość mądrych panów
Mam dość wyuczonych
Mam dość nie wariatów (…)”1
Tak idealnie ujął to
zespół Kabanos w jednym ze swoich utworów.
Jak już zdążyłam
wspomnieć, hiperwymiarowi drapieżnicy z czwartej gęstości zorientowani na
Służbę Sobie karmią się negatywnymi emocjami. Jako, że są chciwi, nie
zadowalają ich negatywne emocje, które zaistnieją naturalnie, ponieważ ludzie
zaangażują się w nie korzystając ze swojej wolnej woli. Te istoty potrafią zachęcać
ludzi do angażowania się w niskowibracyjne zachowania czy emocje, posługując
się różnymi manipulacjami, warunkowaniem, socjalizacją, technologią bazującą na
energiach eterycznych lub hipnotycznymi sugestiami, by zmaksymalizować zbiory
negatywnych energii. Jak zatem sprawić, żeby ludzie byli jak najbardziej
smutni, zagniewani, rozczarowani, zazdrośni, zalęknieni, zawstydzeni, apatyczni
czy melancholijni? Jak wpływać na ich zachowanie w taki sposób, by ciągle
stanowili pożywienie dla Systemu, ale w tym samym czasie byli przekonani, że ich życie jest względnie szczęśliwe i spełnione? A
także w jaki sposób zapobiegać możliwości zaistnienia jakichkolwiek destabilizujących
wpływów?
Śpij dobrze
Po pierwsze, należy
bombardować ludzi negatywnymi informacjami. Jak zdążyłam już to omówić w
poprzednim artykule, wiadomości, na których skupiają się media, zawsze będą negatywne, od czasu do czasu
zostaną przeplecione czymś nieszkodliwie pozytywnym, jak na przykład informacją
o psie, który potrafi liczyć do pięciu czy o wynikach konkursu dla Morsów w
Świnoujściu. Należy również odpowiednio wcześnie wmówić ludziom, że oglądanie lub słuchanie takich programów to
obowiązek każdego z nas, ponieważ nie można nie interesować się tym, co dzieje
się w kraju i na świecie i zaniechanie takich praktyk wiązałoby się z
niespełnieniem patriotycznych obowiązków i zatrważającą ignorancją. W tym
miejscu możecie zauważyć, że ignorancją nie
jest kompletny brak zainteresowania poszukiwaniem odpowiedzi na pytania
typu: Dlaczego istniejemy? lub Jaki jest sens życia? Osoba, która traci czas na
tego rodzaju dyrdymały zostanie szybko sprowadzona przez System na ziemię
kolejnym „nie filozofuj”, „chyba masz za dużo wolnego czasu” lub „jak ktoś mało
pracuje, to ma czas na takie pierdoły” (co jest grą na wstydzie i fałszywym poczuciu
obowiązku – o tym w dalszej części). Co (między innymi) możemy usłyszeć lub
przeczytać w sekcji „wiadomości”?
„ Seryjny morderca
zaszlachtował pięcioosobową rodzinę. Najmłodsza ofiara miała dwa lata.”
„ Matka zamordowała
własne dziecko cegłą.”
„ Trzech neonazistów
obchodziło w lesie urodziny Adolfa Hitlera.”
„ Jakiś polityk X
zarabiający 10 000 złotych miesięcznie powiedział, że ledwo mu starcza do
pierwszego.”
„ Jest zimno, bo jest
zima. Jak Polacy znoszą temperaturę poniżej -10 stopni?”
„Wśród ofiar byli Polacy.”
„Wśród ofiar nie było
Polaków.”
„ Kolejny nieznany
gatunek grypy zbiera śmiertelne żniwo. Podobno najbardziej podatne są dzieci.”
„ Następna osoba zmarła
na skutek zarażenia nowym wirusem grypy.”
„ Jakieś wydarzenie
kulturowe/rocznica czegoś/obchody czegoś.”
„ Ci nasi politycy to
jednak głupole. Pan Y znowu obraża kobiety, a pani Z znowu zachowuje się, jakby
postradała rozum.”
„ Kącik zdrowia.
Sposoby na walkę z nadwagą/cukrzycą/grzybicą.”
„ Brutalny zbiorowy
gwałt na dziewczynie, która sama wracała z dyskoteki.”
„ Kobieta ugotowała psa
w samochodzie.”
„ Kobieta ugotowała
dziecko w samochodzie.”
„Mamy nowego
rekordzistę w jedzeniu kanapek z żółtym serem na czas.”
„Ktoś znowu powiedział „polskie
obozy śmierci”. Historia kołem się toczy.”
W tym miejscu zachęcam
do przysłuchania się wiadomościom samodzielnie, porównania informacji prezentowanych
na różnych stajach/kanałach bądź w gazetach. Ktoś może mi zarzucić
manipulowanie „kontekstem” lub selektywny wybór informacji, dlatego pragnę
zaznaczyć, że jest to jedynie mój odbiór
prezentowanych we wiadomościach treści (co nie znaczy, że nie pokrywa się
to z prawdą – to jednak pozostawiam do Waszej oceny).
Co daje Systemowi
wdrukowanie w ludzi obowiązku słuchania/czytania
wiadomości? Przede wszystkim zapewnia codzienne obniżanie wibracji i zwiększa
podatność ludzi na inne, być może bardziej wysublimowane formy manipulacji. Osoba,
która posiada pełne spektrum emocji oraz ma empatię nieco wyższą od empatii
prezentowanej przez kostkę chodnikową odczuje skutki „dobrowolnego”
faszerowania się treściami o gwałtach, atakach terrorystycznych, morderstwach
ze szczególnym okrucieństwem czy przemocy wobec słabszych. Niemal na pewno nie
odczuje tego w sposób świadomy, ale podświadomie zaimplantuje w sobie
strach/smutek/gniew, co będzie miało wpływ na jej odbiór rzeczywistości oraz na
to, w jaki sposób ta rzeczywistość będzie się jej manifestować. Takie „nieświadome”
emocje mogą przyczyniać się do rozwinięcia chorób psychicznych lub zaburzeń
osobowości i trwale upośledzać psychofizyczne funkcjonowanie. W ten sposób
System dostaje swoje negatywne energie, a ludzie są wystarczająco zalęknieni,
że nie stanowią większego zagrożenia.
Śpij spokojnie
Jak sprawić, żeby
ludzie byli nieszczęśliwi, ale nie do
tego stopnia nieszczęśliwi, żeby byli tego w pełni świadomi? W jaki sposób
spowodować, by ludzie nienawidzili siebie i wszystkich wokół? Jak produkuje się
ludzi bojących się wypowiedzieć własne zdanie lub przedstawić się komuś pełnym
głosem?
Po pierwsze – sprawmy, żeby nikt nigdy nie był wystarczająco dobry.
Jesteś za
gruba/za chudy. Masz za mało mięśni/za dużo mięśni. Wyglądasz jak
dziwka/księżniczka/babochłop/feministka/wieśniaczka/fashionistka. Wyglądasz jak
biedak/burżuj. Jesteś za biedny/za bogaty. Jesteś katolem/jesteś ateistą. Masz
za krótkie/za długie/za proste/za kręcone/za rzadkie/za gęste włosy. Jesteś
łysy/łysa. Masz za rzadki zarost/za gęsty zarost/zbyt bujne owłosienie ciała/twarzy/zbyt
liche owłosienie ciała/twarzy. Masz za krzywy/za duży/zbyt kartoflasty/za
mały/zbyt zadarty/zbyt prosty/zbyt piegowaty nos. Masz zbyt
odstające/przyległe/małe/duże uszy. Masz krzywą twarz/nogi/kręgosłup. Jesteś za
ładna/za przystojny/za brzydka/za brzydki. Masz zbyt
różową/pryszczatą/bladą/opaloną/ciemną/ziemistą cerę. Masz za ciemne/za
jasne/za rude włosy. Chodzisz za wolno/za szybko/zbyt skocznie/zbyt sztywno.
Masz za małe doświadczenie zawodowe/za bogate doświadczenie zawodowe/zbyt niski
angielski/zbyt wysoki angielski. Jesteś za głupi/za mądry/niewystarczająco lub
zbyt inteligentny, zbyt konwencjonalny lub zbyt kreatywny, zbyt dokładny lub
zbyt niedokładny, zbyt pracowity lub zbyt leniwy, jesteś pedantem lub
syfiarzem. Masz za mały/za duży biust. Za dużo gadasz/jesteś mrukiem.
Nigdy nie
będziesz akceptowany za to, kim jesteś. Istnieją sposoby na brutalne obśmianie
cię za cokolwiek, nie ma znaczenia, czy będzie to aparat ortodontyczny,
nadwaga, niemodny kolor paznokci, nieśmiałość czy to, że twój tata jest
alkoholikiem. Być może z wiekiem zaczynamy „znosić to” troszeczkę lepiej, ale
nie dlatego, że zjawisko mija ponieważ „dzieciaki potrafią być okrutne” a „dorośli
wyrośli z takich zachowań” (bo wcale nie „wyrośli”, tylko bardziej umiejętnie i
przemycają takie komunikaty), ale po prostu biernie zaczynamy godzić się z „naturą
świata” i decydujemy się tłamsić w sobie poczucie krzywdy i niesprawiedliwości.
Niektórzy z biegiem czasu „dostosowują się” do Systemu i dołączają do
krytykowania siebie i innych, inni po cichu cierpią i nie potrafią zrozumieć,
jak ludzie mogą być dla siebie tacy okrutni. Ludzie zapędzeni w
strach/wstyd/lęk czy zgorzknienie nie stanowią większego zagrożenia dla Systemu
i karmią go swoim psychologicznym cierpieniem.
·
Po drugie – sprawmy, że niektórzy będą mniej tłamszeni, niż inni
Każdy z nas
mierzy się z niemożnością sprostania niemożliwym oczekiwaniom bycia
równocześnie chudym/grubym/bladym/opalonym/zarośniętym/rudym/napakowanym/zielonookim
blondynem o piwnych oczach, jednak niektórzy mają jeszcze bardziej pod górkę!
Jak sprawić, żeby ludzie byli jeszcze
bardziej nieszczęśliwi? Stwórzmy rzeczywistość, w której ludzie będą czuli
się winni za coś, na co nie mają
najmniejszego wpływu! Atakujmy pewne grupy bardziej niż inne, dzięki czemu
jeszcze bardziej zaburzymy równowagę i zgromadzimy jeszcze więcej negatywnych
energii! Jesteś kobietą? Jaka szkoda, że nie lubisz długich włosów, makijażu
czy butów na obcasie. W końcu my kobietki musimy podobać się naszym facetom,
inaczej nie powinnyśmy się dziwić, że znajdą sobie inną, ładniejszą,
szczuplejszą, bardziej zadbaną i wymalowaną. W końcu faceci to wzrokowcy, a my
kobietki musimy ładnie wyglądać! Chciałabyś mieć taki sam szacunek na „odpowiedzialnym”
stanowisku co twój współpracownik z penisem? Ale za co chcesz mieć ten
szacunek? Za to, że pół pensji wydajesz na waciki, he he he? Czy za to, że
ubierasz tę bluzkę z dekoltem i liczysz na to, że klient podpisze umowę patrząc
w twoje cyce? Nie ubierasz bluzki z dekoltem i nie nosisz makijażu? Przykro
nam, że musimy cię o tym poinformować, ale… jesteś brzydka. Średnio reprezentacyjna,
mało estetyczna, symetryczna i kobieca. Czaisz? Raczej nie nadajesz się na
sekretarkę, ale może znajdziemy dla ciebie coś nie wymagającego kontaktu z
ludźmi? Jesteś ładna, trafiło ci się w loterii genetycznej, że masz śliczną
buzię, kształtny nosek i duże oczy? Jesteś głupia. Pusta. Nieinteligentna.
Możesz być modelką (ale trochę byś schudła, jednak widać ci boczki w tych
dżinsach). Marzy ci się kariera naukowa? Zapomnij! Chyba, że przytyjesz 20
kilo, wyhodujesz nieco pryszczy i zaczniesz ubierać się w koszule z ceraty.
Masz dzieci? Omg, beka z mamuś, pewnie piszesz o swoich problemach na forum i
szukasz porad lekarskich dla dziecka w internecie? Zapewne pobierasz też 500
plus, bo tak najłatwiej, zaciążyć sobie i do roboty nie chodzić. Nie masz
dzieci? Karierowiczka. Egoistka. Feministka. Lubisz chodzić na dyskoteki i ubierać
dopasowane sukienki? Pewnie już wiesz, że jesteś dziwką? Lampucerą,
lachociągiem, glonojadem, suką, dupodają, łatwym towarem? Ktoś cię obmacał albo
(boże broń!) zgwałcił? No sory bardzo, ale faceci to wzrokowcy, mogłaś to
przewidzieć i ubrać spodnie dresowe zamiast spódnicy przed kolano! Nasze Piękne
Panie, Śliczne Dziewczęta, Urocze Damy, Zmysłowe Kobiety, Niezastąpione
Kobietki! Zawsze, ale to zawsze będziemy mówić o was w kontekście estetyki,
ponieważ waszym obowiązkiem jest wyglądać, ewentualnie gotować, wychowywać
dzieci i dbać o dom, ale niekoniecznie myśleć. Zanim potencjalny czytelnik
pomyśli sobie, że sporo przesadzam, niech porządnie przemyśli temat i po tym
porządnym przemyśleniu, niech jeszcze raz zapyta siebie, czy na pewno?
Zauważcie też, że równolegle z tymi nieoczywistymi mizoginicznymi lub
niesprawiedliwymi zachowaniami wobec kobiet, prowadzona jest stosowna „kampania”
mająca na celu obśmianie feministek. Nadkłada się starań, by powiązać feminizm
z innymi „pejoratywnymi” lub „źle-kojarzącymi-się” terminami, na przykład „lesbijstwo”,
„aborcja” czy „chodzenie-w-protestach-z-cycem-na-wierzchu”, w mediach pokazuje
się „feministki” wypowiadające się na temat aborcji dokonanej któregoś
stycznia, lub też „feministki” nienawidzące mężczyzn, podczas gdy feminizm jest
niczym więcej niż walką o… równość płci. Niczym mniej, niczym więcej. Chodzi
tylko o równość praw dla obydwóch płci i o równe traktowanie. Feministka nie
jest zdrowo szurniętą babą z telewizji, lesbijką (choć może nią być, ale nie
musi), kobietą wspierającą aborcję (to samo) czy kobietą, która nienawidzi
mężczyzn, nie jest też babą, która „bez bolca dostaje pierdolca” i która „zazdrości
prawdziwym Kobietom, bo jest brzydka i nie nosi obcasów (znowu – może nie
nosić, a może nosić, może być „ładna”, nie musi)”. Feministka jest osobą, która
zauważa, że płci nie są traktowane w jednakowy sposób (na ogół ze szkodą dla
kobiet, choć nie w każdej dziedzinie, na przykład piętnowanie mężczyzn za
wrażliwość i okazywanie emocji) i chce zredukowania tej dysharmonii. Jednak w
jakiś sposób słowo „feministka” urosło do rangi najgorszej obelgi i kobiety
wzbraniają się wszystkimi siłami, żeby tylko nie przylgnęło do nich to
określenie. Znowu – gra na wstydzie.
Kolejną
poszkodowaną grupą są osoby o kolorze skóry innym niż biały. Niby rasizm to
przeszłość, niby jesteśmy (no, przynajmniej bardziej na zachód)
tacy-tolerancyjni (perspektywa tolerowania
czyjegoś koloru skóry - ?!) tacy-bez-uprzedzeń i tacy-wszyscy-równi, ale
jednak większość reklam prezentuje wizerunek białego człowieka. Jednak więcej
firm kosmetycznych produkuje kosmetyki dostosowane do bledszych odcieni skóry.
Jednak na billboardach to biały człowiek jest
w środku, otoczony z jednej strony Azjatą, a z drugiej osobą czarną. Za białym
nikt nie zawoła – „syn młynarza” czy „białas”. Do białego nie dopowiada się tak
często krzywdzących stereotypów. Do białego nie odnosi się tak często w sposób
protekcjonalny czy lekceważący. Nie wiem, jak jest w krajach zachodnich, takich
jak Wielka Brytania, Niemcy czy USA (choć jestem przekonana o istnieniu tam choćby
„cichego” rasizmu bazującego na niuansach, nie mniej krzywdzącego od jawnego
wyzywania czy obrażania), ale w Polsce jawny rasizm ma się wyśmienicie i nikogo
nie dziwi (nie mylić z „oburza”) słyszenie z ust rodaka skrajnych i
krzywdzących opinii (często „opinia” to nadużycie) na temat osób o innym niż
biały kolorze skóry. W kategorii osób poszkodowanych znajdują się też osoby
starsze, które są obywatelami drugiej kategorii. Ostatnio usłyszałam w radio
reklamę jakiegoś leku na ból stawów, która znakomicie oddała „klimat” zjawiska. W reklamie tej dwie kobiety
(rzekome „córki” starszych kobiet) dyskutowały o swoich „mamach”, jakby były
one całkiem zdziecinniałe i ubezwłasnowolnione. Reklama sprowadzała się do
tego, że kobieta, której mama zażyła lek, „tak ślicznie bawi się z wnukami”
(sens zachowany, słowa najpewniej zmienione), na co koleżanka odpowiada jej, że
w takim razie także kupi mamie ten lek. Niby nic, ale jednak coś. Często takie „nic”
znakomicie manipuluje wrażeniami czy emocjami, zwłaszcza jeśli występuje często
w innych sytuacjach. Mało kto ustępuje też miejsca starszym ludziom w
komunikacji miejskiej, używając wymówki, że to pewnie jedna z tych babć, która
sadza reklamówkę na siedzeniu obok, albo która niby nie może ustać w autobusie,
ale jak wyczai wolne miejsce, to leci do niego z prędkością światła. Jest to
krzywdzące, ponieważ ja osobiście spotkałam taką „stereotypową” babcię,
narzekającą na każdym kroku na młodzież, podczas gdy jej własne zachowanie
pozostawia wiele do życzenia może raz. Wszystkie inne starsze osoby, którym
ustępowałam miejsca, były albo neutralne, albo dziękowały, życzyły miłego dnia
bądź raczyły mnie krótką, uprzejmą rozmową. Poza tym, społeczeństwo (jeśli nie
traktuje ich w sposób protekcjonalny), ma starszych ludzi totalnie w dupie.
Nikogo nie obchodzi, że niektórzy nie mają jak wyżyć za emeryturę i pod koniec
miesiąca nie mają na suchą bułkę – Systemu nie obchodzą starzy, niedołężni czy
poważnie chorzy, bo pewnie i tak niedługo umrą, nie pracują i średnio opłaca
ich się indoktrynować. Dlatego starość to często (niestety) bieda, samotność,
choroba i oczekiwanie na śmierć.
Co daje
Systemowi faworyzowanie jednych grup ponad inne? Zwiększanie dysharmonii i
maksymalizację negatywnych energii. Taki stan rzeczy sprzyja tworzeniu różnic,
a te sprzyjają powstawaniu pretensji, antypatii, poczucia krzywdy i
niesprawiedliwości. (Niektóre) kobiety mają pretensje do mężczyzn (ponieważ
mają więcej praw) lub do innych kobiet, które (ich zdaniem) mają lepiej w
życiu, ponieważ (na przykład) są ładne, (niektórzy) czarni mają pretensje do
białych, że są traktowani jakby byli ludźmi drugiej kategorii, a biali
(niektórzy) do czarnych o to, że tamci niesprawiedliwie ich oskarżają, bo
przecież oni wcale nie są rasistami (niektórzy nie są, inni są świadomie lub
nieświadomie). W ten oto sposób mamy ludzi wpędzonych w sztuczne podziały i
błędne koło negatywnych emocji, co karmi System.
·
Po trzecie – wymyślmy,
do jakich standardów należy się dostosować, żeby nie narazić się na wykpienie i
totalny brak szacunku
Już w szkole
podstawowej trzeba ubrać się na galowo wtedy, kiedy każe pani. Najpewniej z
okazji jakiegoś apelu o zabarwieniu patriotycznym czy religijnym. Nie ubierzesz
się na galowo – świadczy to o twoim braku szacunku. Do kogo? No nie wiem. Do
pani nauczycielki, do dyrektora, do innych dzieci, a nawet do Polski czy do samego
Boga. Jeżeli jeszcze nie jesteś buntownikiem, ale już jesteś roztrzepany, to
istnieje szansa, że pan nauczyciel zdrowo cię opieprzy odwołując się do obowiązku i autorytetu oraz że wrócisz do domu z uwagą w dzienniczku, za którą
opieprzą cię także rodzice, którzy ze swojej własnej socjalizacji wynieśli, że
tak trzeba, bo inaczej dzieciak nie nauczy się dyscypliny (a raczej dyscypliny). No i dorastasz sobie
później w przekonaniu, że to normalne i całkowicie okej, że ktoś inny decyduje
o tym, w co masz się ubrać oraz że ubraniem można traktować osobę lub pojęcie
abstrakcyjne bez szacunku. Jest to tak absurdalne, że z obecnej perspektywy (po
tym, jak już sama przejrzałam na oczy i zobaczyłam System Kontroli) nie ma to
najmniejszego sensu ani logiki. A jednak ludzie, jeśli odpowiednio wcześnie im
się to wprogramuje, będą się do tego stosować nawet w dorosłym życiu i będą
stosować się do różnych dress code’ów. Do
pracy na reprezentacyjnym stanowisku
trzeba koniecznie mieć stosowny ubiór. Czym
jest stosowny ubiór? No i tutaj
zaczynają się schodki. Niektórzy pracodawcy pod pojęciem „stosownego ubioru”
rozumieją garsonkę, inni garnitur, a jeszcze inni kostium kąpielowy. Hostessa
reklamująca serek topiony może zostać „poproszona” o założenie stroju
kąpielowego, jeśli takie będzie widzimisię jaśnie szefa. Recepcjonista musi
mieć koszulę, krawat i jakieś „elegantsze” spodnie. Bizneswoman musi być ubrana
profesjonalnie, co najczęściej
oznacza koszulę, spodnie od garnituru, spódnicę odpowiedniej długości lub
garsonkę i zakryte buty, najlepiej na obcasie (ale nie zbyt wysokim, żeby nie
było za wulgarnie!). Co ciekawsze, „ubiór” najczęściej odzwierciedla miejsce w
hierarchii (o której w jednym z kolejnych akapitów). Szefowie i szefowe,
arcyważne persony będą ubrane w markowe garnitury, często będą nosić „profesjonalne”
okulary, dyskretną (lecz drogą) biżuterię i zegarki i stosowny („neutralny”)
makijaż. Mogą też mieć „uniform” informujący o autorytecie – biały fartuch,
sutannę, togę. Osoby „po środku” będą
nosić koszule, spódnice (lub spodnie), marynarki (lub żakiety), może jakieś
aktówki czy drobną biżuterię. Osoby „nisko w hierarchii” zostaną poproszone o
ubranie stosownego uniformu, na przykład panie pracujące na kasie w
supermarkecie muszą nosić „oznaczające je” ubrania z logiem danego marketu.
Ponadto mityczna osoba szefa może poprosić cię o zakrycie tatuażu, o
mocniejszy/słabszy makijaż lub o malowanie się do pracy bądź o zaniechanie malowania
się, o zgolenie zarostu lub o chodzenie w upał w długich spodniach i rękawie,
bo tak będzie „profesjonalnie”. I nadal – nikogo to nie dziwi, nikt nie
protestuje, każdy uważa to za zupełnie normalne, podczas gdy jest to
absurdalne. Ktoś może napisać, że często od stroju pracownika zależy sukces w
transakcjach czy coś i ciężko się z tym nie zgodzić. Natomiast w tym miejscu
pojawia się kolejne pytanie – dlaczego niektóre
stroje utożsamiane są przez nas z kompetencją, inne z jej brakiem? Dlaczego
niektóre „stroje” wzbudzają zaufanie, inne wręcz przeciwnie? I przede wszystkim
– kto to wymyślił i w jaki sposób zostaliśmy zaprogramowani na postrzegania
tego tak, jak to postrzegamy?
Na osobne omówienie
zasługuje także makijaż. Znowu nie dziwi mnie, że to kobiety muszą się malować.
Ktoś może napisać, że wcale nie muszą. Niby prawda, ale nieprawda. Nawet osoba
idealnie śliczna, z nieskazitelną cerą, gęstymi włosami i super sylwetką może
zostać uwikłana w niską samoocenę, która „poprawi się” tylko wtedy, jeśli osoba
ta nałoży makijaż. Jakoś tak się stało, że kobiety wydają grube pieniądze na
coś, co zamaże ich naturalny odcień cery, wykonturuje ich twarz w taki sposób,
by nie wydawała się okrągła, papuśna czy nieproporcjonalna, pokoloruje ich usta,
powieki i brwi oraz wydłuży rzęsy. Znowu – w samym makijażu nie ma nic złego,
pod warunkiem, że jego wykonanie nie wynika z obowiązku czy niskiej
samooceny. Jednak od makijażu można się uzależnić. Przechodziłam przez taki
okres, że czułam się tak źle z tym, jak naprawdę
wyglądam, że nie odważyłam się wyjść bez makijażu choćby do sklepu. Mało
tego, to nie było tylko „moje” widzimisię! Obcy ludzie na ulicy potrafili
komentować, że jestem brzydka, jeśli nie miałam na sobie makijażu. Ludzie „lepiej”
mnie traktowali, kiedy miałam na sobie makijaż, toteż (patrz, kolejny punkt)
mój nastrój i samopoczucie stały się uzależnione od makijażu (lub jego braku).
Czy rzeczywiście bez makijażu byłam do tego stopnia szpetna, żeby obcy ludzie
na ulicy czuli się w obowiązku mi o tym powiedzieć, czy też System w taki
sposób ustawia ludzi do szeregu? Czy potraficie sobie wyobrazić sytuację, w
której specjalnie przystajecie na chodniku tylko po to, żeby zakomunikować
obcej osobie, że jest brzydka? Ja nie potrafię. Często „makijaż” jest też
wymagany w pracy, kojarzony ze „schludnym” wyglądem i „dbaniem o siebie”, a
osoba bez makijażu (jeżeli nie ma idealnej cery) może być oskarżona o
niechlujność, jeśli nie zakryje swoich pryszczy/przebarwień/piegów/cieni pod
oczami warstwą fluidu. Tym sposobem ludzie uczą się, że nie są wystarczająco
ładni tacy, jacy są i muszą czuć się winni za każdą niedoskonałość oraz czuć
się w obowiązku, by ją zakryć.
Kolejną sprawą
jest… depilacja! Znowu, kto musi (niby nie do końca musi, ale musi) depilować
wszystko poza włosami na głowie i brwiami? Tak, my – kobietki. Jakoś tak się
stało, że owłosienie na kobietach jest nieestetyczne (a nawet niehigieniczne!),
ale na mężczyznach już nie. Jakoś tak wyszło, że kobieta musi golić nogi, pachy
i (tak, TAM też musi, i TAM też), żeby była postrzegana jako „atrakcyjna”.
Oprócz tego musi depilować brwi, żeby przypadkiem nie były zbyt krzaczaste, bo,
jak wiadomo, wówczas zostaje się babochłopem. Biada, jeśli rośnie jej wąsik lub
inny rodzaj owłosienia – wtedy już niechybnie ukrywa gdzieś penisa i staje się
automatem mniej kobieca od tych bardziej „zniewieściałych” mężczyzn o
delikatnej urodzie. Jeszcze bardziej biada, jeśli tego nie zgoli i pokaże się
tak w miejscu publicznym. Niesłychane, jak ludzi potrafi obchodzić czyjeś
owłosienie! Facet może ewentualnie od czasu do czasu ogolić pachy lub też
miejsca intymne, ale jeśli nie ogoli, nikt nie będzie miał o to pretensji.
Zarost – spoko. Owłosione nogi – spoko. Natomiast nieogolona i niewydepilowana
kobieta budzi tak skrajne emocje jak aborcja czy marsz niepodległości. I tym
sposobem okazuje się, że ludzi można zapędzić we wstyd również wykreowaniem pewnego trendu, utworzeniem stosownego przemysłu i karaniem za nie zastosowanie się do
wykreowanych standardów perspektywą wykpienia i obśmiania. Wszystko to trzyma
ludzi na miejscu i karmi system.
·
Po czwarte – sprawmy, że każdy będzie budował swoje poczucie wartości na opinii innych
Uważasz, że
możesz cieszyć się samym spędzaniem czasu na rysowaniu obrazka? Źle. Możesz
cieszyć się tylko z efektu końcowego – tj. z obrazka. Jeśli podoba ci się twój
obrazek, to możesz się z niego cieszyć? Źle. Możesz cieszyć się ze swojego
obrazka tylko wtedy, jeśli spodoba się on pani nauczycielce i jeśli dostaniesz
piątkę (albo szóstkę). Ten przykład oddaje to, co kryje się pod powyższą
zasadą. Czy jeśli podoba ci się twoja fryzura, to oznacza, że możesz czuć się
dobrze? Nie tak szybko. Poczekaj, aż zaakceptują ją ludzie na ulicy, znajomi,
nieznajomi, rodzina i przyjaciele. Czy jeśli uważasz, że napisałeś fajne
wypracowanie, a nauczyciel stwierdzi, że jest ono warte nie więcej niż trzy
minus, to czy twoje wypracowanie pozostanie fajne, czy nie? No tak średnio
raczej. Uwaga, teraz będzie warunkowanie! Czy jeśli markowe ubrania, makijaż, „normalna”
fryzura, praca, hobby i znajomi zostaną zaakceptowane przez mitycznych „ludzi”,
pochwalone i pogłaskane po główce, to zostaną one powiązane z „pozytywną”
emocją”? No tak, bo ludziom się podoba, a już wcześniej uzgodniliśmy, że jeśli
ludziom się podoba, to ma prawo podobać się także tobie. I poczujesz się dobrze
oraz zaczniesz utożsamiać ten „pozytywny” odbiór z samymi markowymi ubraniami,
fryzurą, makijażem i tak dalej. Natomiast jeśli twoje ubrania, makijaż (lub
jego brak), fryzura, praca, hobby i znajomi powiązani zostaną z negatywnym
odbiorem otoczenia, to czego się nauczysz? Tego, że zaczniesz czuć się źle ze
swoimi ubraniami, makijażem (lub jego brakiem), pracą, hobby i znajomymi. Oraz
że (być może) nie warto przypłacać dyskomfortem swojego komfortu (!). Czy to
karmi system? Oczywiście. W ten sposób można zarówno manipulować „preferowanymi”
przez System sposobami na życie, jak i sprawić, że ludzie pod płaszczem
iluzorycznej „akceptacji” pozostaną nieszczęśliwi, ponieważ nikt inny nie może
sprawić, że będą szczęśliwi, niż oni sami. No ale przecież nie tego zostali
nauczeni, prawda?
·
Po piąte – upewnijmy się, że wszyscy są równi, ale niektórzy z nas są równiejsi
Wszyscy jesteśmy
równi, nie? Trąbią o tym media, trąbimy o tym my sami. Ale czy tak jest w
rzeczywistości? Ilu studentów powie dzień dobry rektorowi uczelni, a ilu
sprzątaczce? W jaki sposób odnosimy się do bezdomnego, a w jaki sposób do
eleganckiego pana w garniturze? Jak będziesz rozmawiać z szefem, jak z współpracownikiem
na podobnym stanowisku, a jak z kimś na niższym stanowisku? Komu prędzej
pożyczysz miłego dnia – osobie uznanej przez ciebie za atrakcyjną, czy osobie
uznanej przez ciebie za nieatrakcyjną? Komu ustąpisz miejsca w autobusie –
zadbanej pani w średnim wieku, kobiecie w ciąży czy bezdomnej, starszej
kobiecie? Kogo najpierw obsłużysz w luksusowym salonie z kosmetykami – panią w
płaszczu od światowego projektanta, czy dziewczynę w dresie? Dzieje się tak
dlatego, że podświadomie „odbieramy” wdrukowaną w System (a przez to także i w
nas) hierarchię i okazujemy większy szacunek osobom, które znajdują się w tej
hierarchii wyżej. Ciężko to przyznać przed sobą samym, ale tacy właśnie
jesteśmy i bez zrozumienia tej trudnej prawdy trudno będzie nauczyć się nam
omijać limity Systemu. Nie oznacza to, że musimy tacy być. Możemy wybrać równe
traktowanie ponad hierarchię i zmieniać podświadomość naszymi świadomymi
akcjami zorientowanymi na równość.
·
Po szóste – wmówmy ludziom, że to normalne, że ktoś każe im jeść, pić i
załatwiać potrzeby fizjologiczne o danych godzinach
I że to zupełnie
przypadkowo pokrywa się z ideą więzienia. Już w szkole wolno nam wypakować
kanapkę po tym, jak zadzwoni dzwonek, ponieważ jedzenie kanapki wtedy, kiedy
odczujemy głód (czasami na lekcji) wiąże się ze znanym już nam brakiem szacunku do autorytetu (nauczyciel) oraz z brakiem dyscypliny. Co z tego, że prawie (jeśli masz szczęście) posikasz
się, wstrzymując mocz na lekcji, bo pani nie wypuściła cię do toalety? Pani
tylko korzysta z autorytetu, a niemożność wstrzymania moczu lub też trudność z
tym związana wiąże się z brakiem
dyscypliny. I kółko się zamyka!
·
Po siódme – wyśmiewajmy i zwalczajmy egalitaryzm, wmówmy ludziom, że hierarchia jest oczywista
Bo to jest tak –
z jednej strony trzeba być dobrym, trzeba
się dzielić, trzeba być koleżeńskim, uprzejmym i taktownym, a z drugiej
strony raczej nie należy lub nie wolno. Chcesz traktować szefa na równi ze
sprzątaczką – co za brak szacunku! (niby
do szefa, ale chyba bardziej do sprzątaczki). Chcesz odnosić się tak samo do
starszych jak do dzieci – co za brak
szacunku! Nie chcesz tytułować profesora doktora habilitowanego wszystkimi
jego tytułami, a w zamian odnosisz się doń: „proszę pana” – cóż za brak szacunku! Aż chce się w tym miejscu
zacytować Erica Cartmana z jego słynnym Respect
my authority! I tym sposobem przenosimy się spójnie do punktu ósmego!
·
Po ósme – dokładnie wdrukujmy w ludzi szacunek dla autorytetu
Bo autorytet
trzeba szanować! Jak nie, to wymykasz się Systemowi spod kontroli, dlatego
wszystkie powyższe manipulacje mają temu zapobiegać. Ludzie zakompleksieni,
smutni, zagniewani, zazdrośni, poobrażani i skłóceni, podzieleni, zalęknieni i
zapatrzeni w swoje ego są niezdolni do zdania sobie sprawy ze wszystkich
manipulacji, jakim są poddawani, a już na pewno są niezdolni do jakiegokolwiek
sprzeciwu, który byłby choćby w najmniejszym stopniu zatrważający dla Systemu
Kontroli (bo można ich łatwo ustawić na miejsce pociągając za któryś
sznureczek). Dlatego właśnie Systemowi tak bardzo zależy na utrzymaniu iluzji o
konieczności szanowania autorytetu.
·
Po dziewiąte – wmówmy im, że są nieskuteczni i potrzebują pomocy w dziedzinach, które w
rzeczywistości zależą od nich samych
Wmówmy im, że
jeśli mają problem z alkoholem, powinni udać się na odwyk lub na terapię,
ponieważ nie są niezdolni do rzucenia alkoholu. Sprawmy, że uwierzą, że pani
psycholog lub pan psychiatra mają większą moc sprawczą nad ich nałogiem, niż
oni sami. Sprawmy, by w sprawie wszystkich, nawet nieistotnych wyborów radzili
się innych, by samodzielnie nie mogli podjąć decyzji o kolorze koszulki, jaką
dzisiaj ubiorą. W rzeczywistości jesteśmy jedynymi
osobami mającymi wpływ na nas samych. Tylko my możemy sprawić, że będziemy szczęśliwi, tylko my możemy rzucić nałóg. Można to zrobić
z chwili na chwilę, ale aby było to możliwe, trzeba najpierw uwierzyć we własną skuteczność. Brak
poczucia własnej skuteczności karmi System, ponieważ ludzie przekonani o tym,
że ich skuteczność zależy od pomocy lub opinii innych nie stanowią żadnego
zagrożenia, bo można łatwo ustawić ich na miejsce pociągając za któryś
sznureczek. 3
·
Po dziesiąte – faworyzujmy cechy spójne z Systemem,
obśmiejmy te niespójne
Jesteś wrażliwy?
Masz dobrą naturę? Starasz się być pomocny? Jesteś może kreatywny, zdarza ci
się myśleć nieszablonowo? Czy jesteś inteligentny i masz zdolność do empatii?
Jeśli tak, to jesteś… bezużyteczny! Właśnie tak! Jeśli jesteś wrażliwy – to jesteś
słaby. Masz dobrą naturę? – Jesteś naiwny. Starasz się być pomocny? – Jesteś żałosny.
Jesteś kreatywny? – Trzeba cię dostatecznie długo obśmiewać i krytykować, żebyś
już więcej nie pomyślał o byciu kreatywnym! Jesteś inteligentny i empatyczny –
jesteś moralciotą oraz…. Ogromnym zagrożeniem dla Systemu Kontroli. Nie chcemy
cię tutaj. Albo zidiociejesz lub zobojętniejesz, albo…
"Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami i za siedmioma morzami, żyła sobie krówka ciągutka. Była wyjątkowa i chujowa.
Czepiała się innych zwierzątek, które zamieszkiwały pobliski lasek o wszystko. O to, że małpa myje się za często, o to, że lisek ma za długi ogonek, o to, że niedźwiedź za wolno biega, a ptaszek Teodor naśladuje szczekanie psa myśliwego, bo umie. Wkurwiły się zwierzątka:
-Co to jest? Co to za krówka ciągutka? Skąd ona może wiedzieć lepiej co dla nas jest dobre? Krówka nie była zadowolona, że zwierzątka chcą decydować o sobie. Z pomocą kumatego rolnika Patrycjusza zamknęła je w gospodarstwie i rzekła im tak oto:
-Teraz to ja decyduję o waszym losie. Ja decyduję za was, bo same nie potraficie być szczęśliwe. I zabrała małpie mydełko. I skróciła liskowi ogonek. I ptaszek przestał szczekać. Ale wcale się zwierzątkom nie polepszyło, a wręcz przeciwnie, wszystkie bardzo posmutniały.
- No co za niewdzięczna hołota, no, przecież chcę dla was jak najlepiej, żebyście się wszystkie ogarnęły!
Krzyczała wniebogłosy, ale nikt już jej nie słuchał, bo wszystkie zwierzątka umarły ze zgryzoty"2
… wake up.
1,2 – fragmenty utworu
zespołu Kabanos pod tytułem „Folwark Zwierzęcy”
Możecie przesłuchać tutaj.
3 - W pomocy psychologa czy psychiatry nie ma niczego złego. Czasami jest ona niezbędna na pewnym etapie, chciałam jedynie ukazać, jak duży wpływ na nasze życie ma poczucie własnej skuteczności lub jego brak. Nałóg można rzucić samodzielnie, można też rzucić go z czyjąś pomocą - to zawsze będzie wybór i nie ma lepszego czy gorszego sposobu na pozbycie się nałogu.
3 - W pomocy psychologa czy psychiatry nie ma niczego złego. Czasami jest ona niezbędna na pewnym etapie, chciałam jedynie ukazać, jak duży wpływ na nasze życie ma poczucie własnej skuteczności lub jego brak. Nałóg można rzucić samodzielnie, można też rzucić go z czyjąś pomocą - to zawsze będzie wybór i nie ma lepszego czy gorszego sposobu na pozbycie się nałogu.