sobota, 5 maja 2018

Dlaczego duchów nie ma, a obcy znajdują się w tym samym zbiorze, co Baba Jaga, Smerfy i Bolek i Lolek?


               Jak już wspomniałam wcześniej, osoby, które wierzą w istnienie obcych cywilizacji, są odbierane jako lekko szurnięte, natomiast osoby, które dodatkowo utrzymują, że według nich, obcy od tysięcy lat ingerują w dziejące się na Ziemi zdarzenia, a ponadto używają jej mieszkańców (czyli nas) jako marionetek, kontrolują każdy możliwy aspekt naszego życia, włączając w to media, edukację, zwyczaje, kulturę, tradycję i socjalizację, robią wszystko, by odciąć nas od duchowości oraz wywołują, prowokują i zachęcają do angażowania się w tak wiele negatywności, ile jest możliwe po to, by odżywiać się tymi negatywnymi emocjami w taki sam sposób, w jaki my odżywiamy się roślinami i zwierzętami… wtedy zostaje się niebezpiecznym wariatem lub schizofrenikiem.

Wojna to Pokój
Wolność to Niewola
Ignorancja to Siła

            A teraz kilka pytań: ilu z was wierzy, że woda wrze w stu stopniach? A ilu z was rzeczywiście zmierzyło samodzielnie jej temperaturę? Ilu z was wierzy w istnienie chorób, z którymi nigdy nie miało styczności i czytało o nich jedynie w książkach? Ilu z was wierzy w nieszkodliwość szczepionek, lekarstw i tzw. suplementów diety? Jeśli tak, to na czym opieracie tę wiarę? Ilu z was wierzy, że jeśli pójdzie się zrobić zakupy do supermarketu, to nie zostanie się otrutym jednym ze składników żywności, którą się przed chwilą kupiło? Ilu z was przeczytało skład produktów, które spożywa i sprawdziło, czym są użyte substancje, skąd się je pozyskuje i jakie mają działanie? Ilu z was wierzy, że teorie spiskowe są tylko teoriami wymyślonymi przez nerdów, którzy mają za dużo wolnego czasu, ewentualnie jakieś psychiczne zaburzenia i dlatego angażują się w tematykę UFO, duchów czy spisków? Jeżeli tak jest, to na czym bazujecie ten pogląd? Przecież nie jest tajemnicą, że w większości żywności dostępnej w supermarketach znajdzie się składniki, które są w najlepszym wypadku niejadalne, a w najgorszym trujące. I że trucie ludzi żywnością jest zupełnie legalne. Przecież to żaden sekret, że antybiotyki oprócz tego, że (początkowo) pomagają w zwalczeniu choroby, upośledzają też funkcjonowanie organizmu. Nie jest też wiedzą tajemną, że wyleczyć się można z powodzeniem „domowymi sposobami”, odpoczynkiem i medycyną naturalną (w tym miejscu zaznaczam, że nie namawiam nikogo do danego sposobu odżywiania czy leczenia się i zgadzam się, że czasami takie „domowe sposoby” mogą okazać się niewystarczające). Również politycy i inne osoby rządzące niemal się nie kryją ze swoją dwulicowością, skłonnością do manipulacji, żądzą wzbogacenia się, i zupełnym nie przejmowaniem się losem „maluczkich”. Pomimo tego, wolimy nie widzieć tych wszystkich zdarzeń i biernie odbierać je jako „znany element rzeczywistości, który nie budzi zaskoczenia”. A powinien, ponieważ 1) w sklepach znajduje się trująca żywność 2) (niektóre) lekarstwa lub suplementy diety szkodzą naszemu organizmowi niewspółmiernie bardziej, niż leczą 3) rządzą nami osoby, których zachowanie jest różne od uczciwości, lojalności, chęci pomocy, bezinteresowności, dobroci, honorowości czy odwagi – skoro rządzą nami manipulatorzy, kłamcy, tchórze, osoby nieuczciwe, interesowne i egoistyczne, to dlaczego możliwość istnienia teorii spiskowych jest odrzucana? Czy przypadkiem nie dlatego, że jest to komuś bardzo na rękę?
Czy jeżeli wierzycie, że świat jest dokładnie taki, jaki jest widoczny na pierwszy rzut oka oraz że żadne teorie spiskowe nie są prawdopodobne, to czy na pewno jest to coś, do czego sami doszliście na drodze rzetelnego przemyślenia tematu i własno-umysłowej analizy, czy po prostu nieświadomie przejęliście to myślenie z zewnętrznego źródła? Czy jeżeli odpowiecie, że to wy tak myślicie, to czy nie będzie tak, ponieważ nie będziecie chcieli dopuścić do świadomości możliwości, że jakiś proces miał miejsce bez waszego świadomego rozpoznania i będziecie chcieli zapobiec związanemu ze zdaniem sobie z tego sprawy dyskomfortowi?
Jednak jest to poziom szczerości ze samym sobą, na który nie wszyscy mogą się zdobyć w obecnym czasie. Dlatego są podejmowane działania mające na celu sprawienie, że ludzie będą utożsamiać terminy takie jak „teoria spiskowa” z osobami, które nie są do końca zdrowe psychicznie. Widzicie, co tu się dzieje? Osoby, które świadomie dostrzegają absurdalność otaczającej nas rzeczywistości i głoszą publicznie, że prawdopodobne jest to, że elita rządzących, którzy mogliby zostać określeni jako osoby psychopatyczne robi nas w balona, fałszuje historię, manipuluje nami przez znajomość mechanizmów naszej psychiki, truje nas czymś, co powinno (z samej nazwy!) nas odżywiać, leczy nas czymś, co w tym samym czasie sprawia, że stajemy się mniej zdrowi, uczy nas w taki sposób, który sprawia, że jesteśmy mniej głodni wiedzy, mniej kreatywni i mniej… myślący, są postrzegane jako osoby chore, o zaburzonym osądzie rzeczywistości! I w taki sposób prawda staje się fikcją. 

Z zamiarem opuszczenia sali rzucił się na zasłonięte okno. Po chwili unieszkodliwiono go zastrzykiem uspokajającym. Położył się spokojnie na poduszce i zasnął. Doktor postawił diagnozę: „Najprawdopodobniej schizofrenia, a do tego jeszcze alkoholizm...”
Wglądało na to, że Iwan jest poważnie chory.
1

Zauważcie proszę, że nadkłada się starań, by już osoby, które twierdzą, że rządzą nami psychopatyczne elity były postrzegane jako niewiarygodne. Natomiast jeżeli ktoś uważa, że wierzy w UFO, obcych, Szaraków czy Reptilianów, jest świrem. Totalnym wariatem. Zostanie zmieciony przez rzesze „inteligentów” skłaniających się ku intelektualizowaniu wszystkiego i wymagających namacalnych dowodów, wyśmiany i wykpiony przez tych, w których interesie leży to, by pozbawiać takich ludzi wiarygodności oraz przez tych, którzy „całkowicie wykluczają taką ewentualność”, a równocześnie wierzą w to, że czarne koty przynoszą pecha oraz że spowiedź przed księdzem oczyszcza ich z grzechów oraz otrzyma całą masę „współczujących” spojrzeń od tych, którzy dojdą do wniosku, że koleś ma najwyraźniej nie do końca po kolei w głowie.

Przecież duchów nie ma

Czym jest UFO i kim są obcy w świadomości przeciętnego człowieka? Skoro pojęcia istnieją, gdzieś musi być dla nich jakieś miejsce. Część ludzi prawdopodobnie całkowicie wyklucza możliwość przynależności wyżej wymienionych do zbioru „istnieje” lub „może istnieć” i utożsamia obcych z zielonymi ludzikami z bajek, którzy są realni w taki sam sposób, w jaki realna jest Baba Jaga, Smerfy czy Żwirek i Muchomorek. Inni są w stanie z różnym prawdopodobieństwem dopuścić możliwość istnienia obcych cywilizacji. Niektórzy uznają, że istnienie innych niż nasza form życia jest mało prawdopodobne, ponieważ, na przykład, nikt nie odpowiada na emitowane przez ludzi sygnały radiowe. Niektórzy wykluczają istnienie bardziej rozwiniętych od nas form życia, ponieważ wtedy prawdopodobnie dałyby o sobie znać (ponieważ, na przykład, dysponowałyby taką technologią, by do nas dotrzeć). Jeszcze inni są zdania, że mało prawdopodobnym jest, byśmy byli sami we Wszechświecie, ale fakt „nie odwiedzania” nas przez obcych tłumaczą tym, że (na przykład) nie jest powiedziane, że inne formy życia będą wystarczająco zaawansowane technologicznie lub że być może czekają, byśmy sami stali się wystarczająco rozwinięci, aby się z nami skontaktować. Są również tacy, skłonni rozważyć możliwość istnienia równoległych wymiarów, lub też tego, że żyjemy w jakiejś komputerowej symulacji wymyślonej przez bardziej zaawansowaną, obcą cywilizację, ale te osoby będą raczej skłonne do popadania w intelektualizację. Jednak w momencie, kiedy ktoś powiąże zagadnienia bliskie teorii spiskowej z zagadnieniami bliskimi tematyce UFO i obcych oraz będzie potrafił wyodrębnić i nazwać po imieniu procesy i manipulacje, którymi jesteśmy poddawani przez tych „wyżej”, okaże się, że taki sposób myślenia jest zły, chory, paranoiczny, niezgodny z prawdą. Ponieważ ten sposób myślenia zawiera w sobie ową niepokojącą iskrę.
Żaden z powyższych sposobów myślenia o tym zjawisku nie jest narażony na taką falę wyśmiewania, wykpiwania i jakiegokolwiek odzewu. Czy to nie ciekawe, że dopiero, kiedy zahaczy się o „spisek” i „psychologiczną manipulację”, stanie się przedmiotem ataków, które mają na celu podburzenie wiarygodności? Zauważcie proszę, że najwięcej komentarzy „diagnozujących” schizofrenię zbierają w internecie osoby, które wypowiadają się na temat teorii spiskowych. Będą to osoby poruszające tematykę tajnych stowarzyszeń, procedur kontroli umysłu i programowania umysłu, porwań przez wojsko i obcych, osoby twierdzące, że są jedną z tzw. Targeted Individuals itd. Co więcej, doszukiwanie się istnienia spisków jest jednym z objawów… schizofrenii paranoidalnej. Twierdzenie, że odbiera się myśli, które nie są nasze własne również. Tak samo wiara w to, że inni są w stanie odczytać nasze myśli, przeświadczenie, że słowa wypowiadane przez innych ludzi są skierowane do nas, słyszenie głosów i halucynacje. 

Ale jeśli istnieje czytanie w myślach, telepatia, bardziej zaawansowane od nas istoty, które z łatwością używają tych umiejętności oraz które potrafią podróżować w czasie, postrzegać czas inaczej, niż linearnie, widzą możliwe przyszłości (a co się z tym wiąże, także przeszłości), posiadają nie-fizyczną technologię, którą mogą wpływać na nasze emocje, podsuwać konkretne myśli i prowokować do danych zachowań oraz które mogą samym swoim umysłem dokonywać „nagięć” na poziomie kwantowym i kształtować materialną rzeczywistość, to czym w takim układzie staje się schizofrenia? 

No i czym jest psychopatia?

Na Wikipedii ładnie nazwana osobowością dyssocjalną.


Jest to zaburzenie struktury osobowości o charakterze trwałym, dotyczące 2–3% każdego społeczeństwa. Zaburzenie to wiąże się z obecnością trzech deficytów psychicznych: emocji, uczenia się i relacji interpersonalnych.
Kazimierz Pospiszyl dzieli zaburzenie na typ impulsywny i typ kalkulatywny. Wyróżnia on w psychopatii:
  • deficyt lęku – defekt emocjonalny polegający na braku przyswajania odruchów moralnych i braku empatii;
  • deficyt uczenia się – dominujące w typie impulsywnym zachowania agresywne;
  • upośledzenie związków – relacje oparte na przydatności innych do własnych celów, płytkie związki – dominujące w typie kalkulatywnym, ignorowanie konwencji społecznych;
  • cierń psychopatyczny – zubożone życie psychiczne, kompensowane przez narcyzm – wyczulenie na przejawy niedoceniania. 2

             Pierwszym, co mnie zdziwiło już jakiś czas temu, były te 2-3 procenty. Taki pomiar może być przeprowadzony jedynie wśród osób z „niechlujną” odmianą psychopatii, na przykład wśród osób impulsywnych i agresywnych, zdolnych w przypływie wściekłości do pobicia lub zabicia kogoś w biały dzień. Reszta zwyczajnie nie dopuści do sytuacji, w której ktoś mógłby przeprowadzić na nich takie badanie. Dodając do tego fakt, że właśnie takie osoby nami rządzą okaże się, że tego typu „badania”  i statystyki są zupełnie niewiarygodne.
            Skoro rządzą nami osoby, których zachowanie jest różne od uczciwości, lojalności, chęci pomocy, bezinteresowności, dobroci, honorowości czy odwagi – skoro rządzą nami manipulatorzy, kłamcy, tchórze, osoby nieuczciwe, interesowne i egoistyczne, okazuje się, że w świecie, w którym żyjemy, psychopatia jest normą, a demaskowanie zamaskowanego oraz procedury stosowane przez obcych i tajne organizacje wojskowe wobec tych, którzy ośmielili się demaskować – schizofrenią.3

Co z tymi, którzy twierdzą, że widzieli?

            Zakładając, że latające spodki i inteligentni obcy, którzy nie tylko potrafią odwiedzać Ziemię, ale również dysponują umiejętnościami parapsychicznymi, nie-fizyczną technologią i umiejętnością podróży w czasie nie istnieją, a jeśli istnieją, to nigdy nie odwiedzili naszej planety, nie mówiąc już o trwającym tysiąclecia manipulowaniu nami i odżywianiu się naszymi negatywnymi energiami, należałoby się zastanowić, skąd w takim razie biorą się ludzie, którzy twierdzą, że doświadczyli bliskiego spotkania z istotami obcych cywilizacji lub widzieli niezidentyfikowane latające obiekty?
            Choroba psychiczna? Przewidzenia? Tajne, wojskowe operacje i technologia? Efekt alkoholu, narkotyków lub leków? Dzikie zwierzęta? Nadmiar wyobraźni? Kłamstwo? Chęć zdobycia rozgłosu i sławy? Żart? Efekt uboczny literatury i filmów sci-fi?
            Wszystkie te opcje są prawdopodobne, jeśli chodzi o rozpatrywanie pojedynczego przypadku. Natomiast w momencie, kiedy rzesze ludzi twierdzą, że Obcy istnieją, a niektórzy z nich oprócz tego, że widzieli latający spodek zeznają, że byli przez nich porwani, wtedy robi się troszeczkę trudniej. No bo jak wytłumaczyć masowe zjawisko odwołując się do choroby psychicznej lub do przewidzenia? Dlaczego wszyscy ci ludzie mieliby cierpieć na dokładnie tę samą chorobę psychiczną, której rezultatem są dokładnie takie same przewidzenia i halucynacje? Dlaczego tak wielu ludzi widywałoby Obcych i latające spodki w rezultacie spożycia zbyt dużej ilości alkoholu, narkotyków czy leków? Jakie jest prawdopodobieństwo powtarzalności dokładnie takiego samego typu halucynacji? Jaka jest szansa, że wszyscy ci ludzie kłamią albo dla żartu, albo dla chęci rozgłosu? Część z nich z dużym prawdopodobieństwem mogła postępować według tego schematu, ale z całą pewnością nie wszyscy – to sugerowałoby innego rodzaju „spisek” zakładający tajne umówienie się ludzi z różnych kontynentów, kultur, o różnym wieku, zainteresowaniach i inteligencji, by kłamać lub robić w jajo media opowiadając ten sam rodzaj historii. Tajne wojskowe operacje i technologia – z dużym prawdopodobieństwem część osób opowiadających swoje historie o UFO zetknęło się z tajną wojskową technologią, ale to także powinno dać nam do myślenia – dlaczego wojsko jest w posiadaniu technologii tak zaawansowanej i tajnej, że nikt ze zwykłych ludzi nie ma o niej pojęcia i jest gotowym uznać ją z coś pozaziemskiego? Dzikie zwierzęta – jakie jest prawdopodobieństwo pomylenia dzikiego zwierzęcia z humanoidalnym obcym? Taka pomyłka byłaby możliwa tylko przy równoczesnym nagromadzeniu kilku czynników takich jak brak dziennego światła, czynnik emocjonalny czy stan upojenia alkoholem lub inną substancją. Za dużo sci-fi? Za mało na przewidzenia lub halucynacje jako pojedynczy czynnik, być może w połączeniu z używkami lub chorobą możliwa stałaby się halucynacja inspirowana dopiero co obejrzanym filmem, ale ludzie nie doznają halucynacji ot tak, bo przeczytali książkę lub obejrzeli film.
            Wymienione czynniki mogą się „nawarstwiać” i pokrywać, można zestawiać je ze sobą w różny sposób i tłumaczyć za ich pomocą niektóre pojedyncze przypadki, ale nie da się wytłumaczyć za ich pomocą całego zjawiska, a mianowicie tego, że mnóstwo ludzi z całego świata, z różnych kultur, o różnym dostępie do mediów i edukacji, o różnym wieku i inteligencji twierdzi, że doświadczyła spotkania z istotami spoza naszej cywilizacji.
            Skoro tak, to można założyć, że istnieje coś, co daje wszystkim tym ludziom możliwość obserwowania podobnych zjawisk i istot. Można założyć, że istnieje jakiś powód, dla którego wszyscy ci ludzie zeznają, że widzieli podobne obiekty i istoty oraz że przechodzili przez podobne procedury. Ponieważ pomimo mnogości potencjalnych opcji tłumaczących „fikcyjność” takich doświadczeń, istnieje tylko jedno wytłumaczenie, które uniwersalnie mogłoby wyjaśnić całe zjawisko – fakt, że w tych historiach kryje się ziarno prawdy. A skoro tak, to czy Obcy są rzeczywiście tak odlegli i odrealnieni?
             Mało tego! Trudno w pełni wytłumaczyć kwestie takie jak ta, że system wierzeń starożytnych cywilizacji rozmieszczonych na przeciwnych krańcach Ziemi był bardzo podobny. Dzisiejsze religie "monoteistyczne" również zdają się działać według podobnego schematu. Oprócz tego pozostaje kwestia powstania niektórych obiektów architektonicznych, takich jak piramidy oraz uwzględnianie przez wiele różnych źródeł pochodzących ze starożytności i średniowiecza obiektów o cechach, które zdradzały pozaziemskie pochodzenie, takich jak Święty Graal 4. 
             Ciekawe informacje w kwestii UFO, Obcych i ich angażowaniu się w naszą historię możecie znaleźć w książce Williama Bramleya The Gods of Heaven. Poniżej zamieszczam przetłumaczony fragment tej książki:



            „UFO nie tylko były widziane, ale czczone na łamach historii. Religie antycznej Mezopotamii, Egiptu i Ameryk zdominowane były przez czczenie podobnych do człowieka „bóstw” z nieba. O wielu z tych „bogów” mówiło się, że podróżowali w latających „łodziach” i „kulach”. Antyczne twierdzenia tego typu są dziś podstawą nowoczesnej teorii „antycznych astronautów”, która postuluje, że kosmiczna rasa odwiedziła kiedyś Ziemię i zaangażowała się w kwestię ludzi. Niektórzy badacze UFO posunęli się o krok dalej przez sugerowanie, że taka kosmiczna rasa albo stworzyła, albo pokonała ludzkie społeczeństwo wiele tysięcy lat temu i że od tego momentu dogląda swojej własności.
Dla wielu, takie teorie zdają się być powiązane z science fiction. Pomysły te, jednakże wyrosły z akademickiej debaty, która nurtowała historyków od ponad stulecia: w jaki sposób antyczne cywilizacje Starego i Nowego Świata, zlokalizowane na przeciwnych krańcach ziemi, przypominały siebie tak dokładnie? Dlaczego ludzie tych odległych cywilizacji rozwinęli tak zadziwiająco podobne wierzenia religijne?
Jednym z szeroko podzielanych poglądów jest, że ląd lub jęzor lodu połączył kiedyś Cieśninę Beringa pomiędzy Syberią i Alaską, przez którą ludzie ze Starego Świata migrowali do Nowego. Inni nawiązują do archeologicznych dowodów, że antyczni Fenicjanie żeglowali przez Ocean Atlantycki setki lat przed skandynawskimi Wikingami lub Krzysztofem Kolumbem. Niektórzy uczeni uwzględniają, że Fenicjanie zapożyczyli wiele cech z egipskich cywilizacji i przetransferowali je do Nowego Świata. Inną hipotezą jest, że antyczni Egipcjanie sami żeglowali przez ocean.
            Pomimo dowodów wspierających wszystkie powyższe możliwości, żadna z tych teorii w pełni nie obejmuje wszystkich znanych faktów. Doprowadziło to do czwartej teorii, dobrze wyrażonej w 1910 roku przez oksfordzkiego profesora i laureata nagrody Nobla, Fredericka Soddy:


Niektóre z wierzeń i legend przekazanych nam przez Antyk są tak uniwersalne i stanowczo ustanowione, że zwykliśmy uważać je za niemal tak antyczne, jak ludzkość sama w sobie. Niemniej jednak jesteśmy kuszeni by zadawać pytania, w jakim stopniu fakt, że niektóre z tych wierzeń i legend mają tak wiele cech wspólnych jest kwestią przypadku i czy podobieństwo między nimi może wskazywać na istnienie antycznej, całkowicie nieznanej i niespodziewanej cywilizacji, po której zaniknęły wszystkie inne ślady.

Kiedy wzniesione zostanie takie przypuszczenie, wielu ludzi myśli o rozmytych masach ziemi lub wyspach, takich jak legendarne zagubione kontynenty Atlantydy i Lemurii. Jedna z żyjących w tych samych czasach osób, co Profesor Soddy, jednakże, miała inne podejście i spekulowała, że pozaziemskie społeczności były zamieszane w prehistorię Ziemi. Kontrowersyjną osobą tworzącą w czasach Profesora Soddy’ego był Charles Hoy Fort (1867-1923).
            Charles Fort jest być może najwcześniejszym pisarzem z dwudziestego wieku, który na poważnie zasugerował, że pozaziemskie istoty były zaangażowane w sprawę ludzi. Fort wspierał się na małym spadku i spędził wiele lat swojego dorosłego życia gromadząc raporty nietypowych zjawisk z naukowych żurnali, gazet i magazynów. Historie, które zbierał, były o takich wydarzeniach, jak niezwykłe, ruszające się światła na niebie, „opady” zwierząt i inne okoliczności, które zdawały się dziać się wbrew konwencjonalnym naukowym wyjaśnieniom. Jego pierwsze dwie książki, The Book of the Damned (1919) i New Lands (1923), zawierają dużą mieszankę zaobserwowań UFO i powiązanych zjawisk z XIX i wczesnego XX stulecia. Fort wnioskował, że nieba nad Ziemią gościły szereg pozaziemskich statków powietrznych, które nazywał „superkonstrukcjami”.
            Fort rozwinął inne teorie ze swoich badań, z których kilka przetrwało i wciąż prowokują po dziś dzień. W swojej książce The Book of the Damned napisał:


Myślę, że jesteśmy własnością.
Powinienem powiedzieć, że do czegoś należymy.
Że kiedyś, dawno temu, ta ziemia była niczyja i że inne światy badały ją i kolonizowały oraz walczyły pomiędzy sobą o posiadanie, ale teraz należy ona do czegoś:
To coś posiada tę ziemię (…).”5


Samodzielne Myślenie

            Oczywistym jest, że mało kto uwierzy w istnienie Obcych, którzy nie są tylko hipotezą, jeśli nie miał z nimi styczności lub też jeżeli nie odczuł efektów działania ich umysłów i technologii. Jednak jedną rzeczą jest wiara w Obcych, a inną krytyczne myślenie i zdolność ujrzenia absurdów otaczającej każdego z nas rzeczywistości i kwestionowanie mechanizmów, które operują w tej rzeczywistości oraz które bazują na psychologicznej manipulacji, ignorancji i hipokryzji. Ważnym jest, by potrafić dojrzeć kłamstwo przedstawione jako prawdę, by nie uznawać czegoś za prawdę tylko dlatego, że „większość” zdaje się zachowywać lub myśleć według danego modelu lub tylko dlatego, że w takim świetle przedstawiają to figury autorytetu. Oraz by nie uznawać czegoś za kłamstwo tylko dlatego, że jest wyśmiewane lub odtrącane przez większość. Aby nie dać się zwieść manipulacjom, kłamstwom i pół-prawdom, potrzebna jest umiejętność logicznego myślenia oraz szlifowanie swojej intuicji; uczenie się słuchania tego wewnętrznego głosu, który nigdy się nie myli i zawsze potrafi odróżnić prawdę od fikcji. Ważnym jest, by nie pozostawiać innym wydawania osądów i by nie postrzegać czyichś osądów jako swoich własnych. Nawet, jeżeli myślimy, że jest inaczej, proces absorbcji poglądów, zachowań i emocji z zewnętrznych źródeł odbywa się bardzo często poza udziałem naszej świadomości. Dopiero dopuszczenie tego do świadomości daje nam możliwość nanoszenia poprawek i szlifowania pełnego, samodzielnego myślenia.

Źródła i wyjaśnienia:
1 Fragment streszczenia „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa oraz cytat bezpośrednio z „Mistrza i Małgorzaty”
2 Wikipedia – Osobowość Dyssocjalna
3 Wyjaśniam tutaj pojęcie schizofrenii w kontekście zbieżności objawów choroby psychicznej z czynnościami, których mogą doświadczyć niewygodne dla Systemu osoby z powodu czynników zewnętrznych. Jednocześnie nie neguję istnienia tej choroby i jestem świadoma, że istnieją osoby, które rzeczywiście są lub wierzą w to, że są chore. W artykule pragnę ukazać, że nie zawsze doświadczanie jakichś zjawisk tożsamych z objawami choroby psychicznej jest równoznaczne z chorobą psychiczną, ale w żadnym razie nie wykluczam istnienia choroby o tych objawach i nie sprowadzam jej jedynie do „wymówki” Systemu dla radzenia sobie z osobami, które są dla niego zagrażające. 
4 Temat Świętego Graala szerzej porusza Tom Montalk w swoim artykule The Holy Grail na montalk.net. Mogę podesłać polskie tłumaczenie. 
5 Fragment książki Williama Bramleya The Gods of Heaven

sobota, 28 kwietnia 2018

Sznurki Matrixu 2 - Rozrywka


W poprzednim artykule skoncentrowałam się na opisaniu jednego typu programu bądź rubryki, mianowicie na wiadomościach. Tym razem omówię wszystko to, co telewizja i prasa mają do zaoferowania w ramach rozrywki. Internet i Muzyka są zbyt obszernymi kwestiami, by zawrzeć je w tym artykule, dlatego zostaną omówione osobno.
Telewizję zdarza mi się oglądać sporadycznie, głównie kiedy odwiedzam rodziców. Dlatego mniej więcej orientuję się w oferowanych programach, ale mogę pominąć niektóre ich typy, ponieważ nie jestem zaznajomiona ze wszystkim.
Zdążyłam już wspomnieć w poprzednich artykułach, że zauważyłam zjawisko systematycznego obniżania jakości emitowanych treści w telewizji, co zaczęło się na dobre około 10 lat temu. Oczywiście, programy telewizyjne nigdy nie były specjalnie ambitne (użyłam tego słowa, bo nie mogłam znaleźć bardziej trafnego), ale dopiero od kilku lat nastąpiło drastyczne ogłupienie wszystkich możliwych treści. Wtedy jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać programy paradokumentalne i „ogłupione” wersje teleturniejów. Nieco później stopniowo zaczęły „głupieć” seriale. Równolegle zaistniało zjawisko wzbogacania seriali w negatywne treści – nagle bohaterowie zaczęli ginąć w makabrycznych okolicznościach, zostawać porywani przez psychopatów, przechodzić przez poronienia, gwałty i inne rodzinne tragedie. Na osobny akapit zasługują kreskówki, czyli programy skierowane do dzieci i nastolatków – o to, w jaki sposób przesycone są przemocą i promowaniem zachowywania się bez empatii, w sposób cwaniacki i nastawiony na eksploatację innych.
Równolegle z telewizją zaczęła „głupieć” prasa. Gazety o charakterze informacyjnym zachowały ten sam ton, choć jakość informacji w nich prezentowana może budzić zastrzeżenia. Fakt istnienia gazet typu… Fakt. Gazety dla kobiet – w których istnieje rozbicie na dwie główne grupy docelowe – kobiety sukcesu, podążające za trendami, zarabiające wystarczająco, by pozwolić sobie na zakup markowych ubrań i kosmetyków oraz kobiety mniej majętne, mniej wykształcone, opiekujące się domem. Są jeszcze nastolatkowie, do których skierowane są gazety o popularnych idolach, problemach typowych dla danego wieku, poruszające tematykę zauroczeń i dojrzewania (przynajmniej w teorii) oraz gazety dla dzieci – obejmujące tematykę popularnych kreskówek, gier czy zabawek. 

Na śniadanie w Teleekranie1

Chyba każdy wie, czym jest program paradokumentalny. Jest to program stylizowany na reportaż z czyjegoś życia, w którym kamerzysta odwiedza czyjeś mieszkanie, przeprowadza „wywiady” z mieszkańcami i filmuje różne wydarzenia, które dotyczą bohaterów „reportażu”. Bohaterowie będą mierzyć się z często absurdalnymi problemami, skonstruowanymi w taki sposób, by jednocześnie trafiały do przeciętnego odbiorcy2 (przecież z jakiegoś powodu te programy zajmują większość czasu w czołowych stacjach telewizyjnych) oraz do tych, którzy mają się za bardziej inteligentnych od przeciętnego odbiorcy, mianowicie problemy bohaterów będą dotyczyć codziennego życia, ale okraszone będą irracjonalnością, awanturami, brakiem umiejętności aktorskich i słuszną dozą negatywnych emocji. Programy te można podzielić na „życiowe”, „policyjne”, „szkolne” i „szpitalne”. Charakterystyczna dla tych programów jest elastyczna grupa docelowa; teoretycznie program ma być alternatywą dla seriali, w którym aktorami są zwyczajni ludzie, może nawet być „cennym źródłem wiedzy” medycznej, prawniczej czy w inny sposób „uczyć i bawić”, w praktyce można oglądać taki program ponieważ 1) bierze się go na poważnie i/lub traktuje jako rodzaj serialu albo 2) dostrzega się komizm i aprobuje się ten rodzaj humoru, czyli oznacza to, że kogoś śmieszą sytuacje i postaci obecne w programie lub/i osoby, które mogą brać to na poważnie. Istnieje jeszcze trzecia opcja, która dotyczy również każdego innego programu telewizyjnego lub radia, mianowicie 3) doświadcza się znudzenia i włącza się kanał emitujący taki program z powodu uznania, że nie ma lepszych opcji lub też chce się skupić na jakiejś innej czynności, ale decyduje się na włączenie jakiegoś źródła dźwięku. Tego typu programy nie wnoszą zupełnie niczego, nie mają nawet ciekawej fabuły. Skupiają się na ukazywaniu patologii, krzyków, awantur, ignorancji a (co więcej!) nawołują do uznania tych elementów za humorystyczne! Tym sposobem w tym samym czasie wzbudzają negatywne emocje w ludziach, którzy w jakiś sposób mogą identyfikować się z prezentowanymi postaciami oraz wypaczają poczucie tego, co jest uznawane za śmieszne wśród tych, którzy nie traktują programu na poważnie. Włączasz telewizor, trafiasz na program paradokumentalny, i jeżeli po jakimś czasie decydujesz się oglądać dalej robisz to, bo 1) uznajesz program za interesujący 2) program zaczyna cię śmieszyć. Nie ma innych powodów, dla których można to oglądać. Jeżeli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś z dziedziny prawa czy medycyny, mógłby poszukać informacji w internecie.
Na uwagę zasługują także programy typu reality show, które polegają na tym, że życie danych osób, które zgłosiły się do takiego programu, jest „podglądane” przez widzów. Na ogół takie programy będą miały jakieś zasady, a osoba, która „utrzyma się” w programie najdłużej, wygrywa. Może się utrzymać na różne sposoby, czasem będą to głosy widzów, czasem na drodze głosowania, w którym uczestnicy eliminują się nawzajem. Tematyka programu może być rozmaita, na przykład istnieją takie programy mające miejsce na „bezludnej wyspie” lub polegające na tym, że jakaś osoba (na ogół znana lub bogata) przeprowadza casting na swoją żonę czy męża. Czasami programy nie kryją się z tym, czym są w istocie, czasami na tym, że ich uczestnicy mają ogromne parcie na szkło budowana jest ich popularność. Czasami programy mydlą oczy pozorną wartością edukacyjną lub inną szczytną ideą im przyświecającą (na przykład pomoc w znalezieniu komuś partnera lub w zapewnienia komuś własnego mieszkania). Zwłaszcza te pierwsze są oglądane głównie po to, by pośmiać się z uczestników. Już tutaj widoczne jest pewne podobieństwo do struktury wyżej opisanych paradokumentów. Również tutaj obowiązuje ta sama zasada, co przy programach paradokumentalnych, co w połączeniu z moim wytłumaczeniem istoty przeciętnego odbiorcy w jednym z poprzednich artykułów może być odpowiedzią na pytanie: Jak sprawić, żeby ludzie zaakceptowali w oczywisty sposób ogłupiające materiały w czołowych stacjach telewizyjnych? Tak samo jak programy paradokumentalne, programy typu reality show stoją na gruncie ignorancji, negatywności i wypaczonego poczucia humoru.
Są też seriale. Seriale mogą być „życiowe”, „romantyczne”, „from zero to hero” lub „od brzydkiego kaczątka do pięknej księżniczki”, mogą rozgrywać się w jakimś specyficznym miejscu, takim jak hotel czy szpital, mogą też skupiać się na jednym bohaterze czy bohaterce oraz na jej/jego kłopotach, rozwoju kariery i poszukiwaniu miłości. Istnieją też seriale familijne, fantastyczne, paranormalne i takie skierowane do „tych bardziej wymagających” odbiorców, poruszające oryginalniejsze kwestie lub ujmujące temat z nietypowej perspektywy, jednak takich seriali nie obejrzy się na głównych telewizyjnych kanałach. Seriale najłatwiej dostępne będą nieskomplikowane, będą skupiać się na kwestiach rodzinnych, romantycznych i zawodowych. I gdyby rzeczywiście były to tylko seriale o nieskomplikowanych fabułach i przewidywalnych wątkach, nie byłoby w nich żadnego problemu (pomijając kwestię, że są emitowane na czołowych kanałach). Niestety, takie seriale często używane są do przemycania elementów propagandowych, takich jak „dzieci trzeba szczepić, a ci, co nie szczepią, są świrusami i urządzają dzieciom ospa party” lub też korespondują do obecnej władzy, na przykład wciskanie wątku z mądrym i pomocnym księdzem do każdego serialu oraz ukazywanie jego bohaterów jako bogobojnych i chodzących do kościoła. Można także wyłapać obśmiewanie zwolenników medycyny naturalnej, lub powiązanie leczenia za pomocą kryształów z osobami, które wierzą w horoskopy i pytają wróżek, czy ich kolejny partner będzie starszym od nich blondynem. Seriale odzwierciedlają też wszystko to, czym Matrix chce, żebyśmy byli – pęd ku karierze, władzy, dobrom materialnym, przepychowi, angażowanie się w życie rodzinne i w nowe romanse, płytka religijność itd. Łatwo dostępne seriale są też odtwórcze, nie propagują kreatywności, samodzielnego myślenia, skłonności do refleksji, prawdziwej miłości, empatii czy chęci sprzeciwu. Bohaterowie seriali nie protestują przeciwko władzy (chyba, że serial jest w innym kraju lub odnosi się do wcześniejszego okresu w historii), nie mają preferencji politycznych (ale mogą „zająć stanowisko” w kwestii aborcji, żołnierzy wyklętych, szczepionek czy homoseksualizmu). Bohaterowie seriali idą na studia, pracują jako prawnicy, lekarze i architekci, mieszkają w mieszkaniach, na które nie stać ogromnej większości ludzi oglądających ten serial. Bohaterowie seriali mówią w sposób, który jest aprobowany przez system, który jest taki sam dla każdego, w którym nie ma żadnej kreatywności, żadnej spontaniczności, żadnej iskry. Żadnego ognia. Wszystko jest ugrzecznione, ugłaskane i kontrolowane. Co więcej, od jakiegoś czasu nasiliło się „ogłupianie” wszystkich seriali emitowanych na głównych kanałach oraz wzbogacanie ich w brutalne treści. Od dłuższego czasu jeden serial emitowany na „jedynce” nawet nie silił się na udawanie, że nie jest robiony dla beki. Teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że cała reszta seriali typu „życiowego” może z nim konkurować. To dzieje się na oczach wszystkich, nie jest zjawiskiem trudnym do dostrzeżenia, jednak mimo wszystko większość wybiera tego nie widzieć. Seriale zaczęły transformację z ignorancji do ignorancji idącej w parze z negatywnością i wypaczonym humorem. Według tego samego mechanizmu prawdopodobnie przejdzie to bez większego sprzeciwu.
Kabarety. Najczęściej bazują na prostym i nieszkodliwym (dla Systemu) humorze, który oczywiście jest odtwórczy. Wszystkie popularne kabarety będą wyśmiewać polityków, głównie tych, którzy nie są akurat przy władzy, ale tym rządzącym także nieraz się oberwie, w końcu jesteśmy wolni. Będą też śmiać się z księży, „typowych polaczków” (ale nie za bardzo, w taki sposób, jak powyżej, powyżej i powyżej, z upewnieniem się, że ci, z których w rzeczywistości się śmieją będą przekonani, że obśmiewają przeciętnego polaczka/kobietę/faceta/kogokolwiek, z którym nikt się nie utożsamia), ludzi, którzy się przewracają, poślizgają na skórce od banana czy wbijają sobie gwóźdź w rękę, będą śmiać się z awantur w stylu „baba drze się na chłopa”, ktoś puścił bąka itp. Będą także prowadzić komediowe monologi, w których będą narzekać i złościć się, będą wywoływać osoby z widowni na scenę po to, by ich ośmieszyć, zbić z tropu lub zwyczajnie użyć jako element show upewniając się, że pozostaną posłuszni. Będą śmiać się z alkoholików i osób o innym kolorze skóry niż biały. Także tutaj spełnione są znane już nam elementy – ignorancja, negatywność i wypaczone poczucie humoru.
            Kreskówki, czyli w jaki sposób sprawić, by rodzice godzili się na to, że ich dzieci oglądają ludzi i zwierzęta, którym na głowy spadają kowadła i fortepiany. Kreskówki w ogromnej większości są negatywne. Ich fabuła bazuje na przemocy. Bohaterowie mogą brutalnie bić inne postaci tłumacząc to faktem, że „tamci są źli”, a oni są „tymi dobrymi”, obrońcami sprawiedliwości. No przecież jak ktoś jest zły, bo (na przykład) ukradł diament, można go skatować tak, że zemdleje! Albo jeśli postaci spadnie na głowę fortepian, ale tylko nabije sobie guza, to nic się nie stało! Jeśli tylko bicie kogoś, strzelanie do kogoś lub upuszczanie na kogoś ciężkiego przedmiotu ukazane zostanie jako coś śmiesznego, nie może być mowy o jakiejś tam przemocy! Przecież wszyscy w bajce się śmieją, poza tym jednym, który akurat jest nieprzytomny, bo został pobity. Często głównym bohaterem takiej kreskówki będzie postać najbardziej cwana, nieempatyczna i manipulująca – ukazywanie takiej postaci jako najbardziej „cool” jest celowym zabiegiem. Oczywiście, nie wszystkie animacje, bajki czy kreskówki takie są, ale należy też rozróżnić pomiędzy animowanymi treściami adresowanymi do dzieci a tymi, które są kierowane raczej do starszej publiki. Jednak nie ma wątpliwości, że kreskówki emitowane na kanale z bajkami są przeznaczone dla dzieci i będą przez nie oglądane. Faszerowanie ich przemocą nie jest przypadkowe. Ukazywanie przemocy w humorystycznym świetle nie jest przypadkowe. Serwowanie takiego koktajlu najbardziej podatnym na absorbcję takich treści umysłom nie jest przypadkowe. Ignorancja, negatywność i wypaczone poczucie humoru.

Prasa

Jeśli chodzi o gazety, to mogę wypowiedzieć się tylko na temat niektórych typów.
Pierwszym będą gazety skierowane do kobiet. Jak już wspomniałam, istnieje podział na dwie główne grupy docelowe – kobiety aktywne zawodowo, dobrze zarabiające, oczekujące życia na wysokim standardzie i wykształcone oraz na kobiety mniej wykształcone, mniej aktywne zawodowo lub opiekujące się domem. Pierwszy typ gazet będzie zaznajamiał odbiorczynie z najnowszymi trendami modowymi, biżuteryjnymi i kosmetycznymi, będzie zawierał artykuły psychologów, specjalistów z różnych dziedzin i eleganckie wywiady ze znanymi osobami. Drugi typ gazet przedstawi „ploteczki” ze świata gwiazd, domowe porady, „historie z życia wzięte” i przepisy. Jeśli chodzi o prasę dla kobiet, to chyba wyczerpałam listę tematów, jakie może ona poruszać. W obydwóch przypadkach gazety skupiają uwagę czytelniczek na bezpiecznych dla Systemu kwestiach, takich jak moda, uroda, luksus, nabywanie dóbr, znane osoby, opiekowanie się domem i rodziną. Jeśli pojawi się jakiś „naukowy” artykuł, zawsze będzie on nieszkodliwy dla Systemu, na przykład będzie bazował na nauczanej przez System wiedzy psychologicznej. Co ciekawe, nie ma gazet dla kobiet kreatywnych, artystycznych i buntowniczych, ponieważ kreatywni, artystyczni i zbuntowani dorośli nie istnieją nawet, jeśli istnieją.
Kolejnym typem gazet są gazety młodzieżowe. Tutaj mogę podać przykład pewnej gazety, której już nie ma. Chodzi o gazetę o tytule „Trzynastka”. Mama kupowała mi ją, jak byłam nastolatką. Zachowałam kilka egzemplarzy tej gazety i z późniejszej perspektywy mogę powiedzieć, że była to całkiem w porządku gazeta dla nastolatek, która rzeczywiście poruszała kwestie powiązane z dojrzewaniem i omawiała problemy, których może doświadczyć osoba w tym wieku. Miałam okazję przyjrzeć się tej gazecie kilka lat po tym, jak przestałam ją kupować i stała się niemal identyczna z każdą inną „młodzieżową” gazetą. Przez kilka lat z całkiem znośnej gazety przeistoczyła się w kopię Bravo (a był to naprawdę znaczny przeskok). Obecnie nie wiem, jakie są gazety dla młodzieży, ale kiedy ja byłam nastolatką, skupiały się one na idolach, poradach w stylu „jak znaleźć tego jedynego” albo „jak ją poderwać”, pokazywały trendy ze świata muzyki, mody i gwiazd. Podejrzewam, że mogło stać się z nimi to samo, co z „Trzynastką”, ale trudno mi wyobrazić sobie gazetę typu Bravo, której by się to przytrafiło.
Jeśli jesteś emerytem, musisz rozwiązywać krzyżówki, być religijny, interesować się ogrodem, opieką nad wnukami i pieczeniem ciast, dlatego gazety przeznaczone dla ciebie będą dotyczyć wyłącznie tych tematów. Kreatywni, artystyczni i zbuntowani emeryci nie istnieją tak samo jak kreatywni, artystyczni i zbuntowani dorośli. Ponieważ buntują się tylko nastolatki, co mają fiu bździu w głowach i dopiero dojrzeją do potulnego podążania jedną z wyznaczonych przez matrix ścieżek. Sam bunt oraz bunt zasługuje na omówienie w osobnym tekście.
Nadeszła pora na Fakty i Super Expressy. Są to papierowe odpowiedniki programów paradokumentalnych, operujące na dokładnie takim samym gruncie, czyli na ignorancji, negatywności i wypaczonym humorze. Tematyka jest bardzo zróżnicowana, opisująca absurdalne historie z życia „czytelników” o humorystycznych tytułach, takich jak: „Odebrał żelazko zamiast telefonu”, „Kurz złamał mi rękę” czy „Wybuchły mi termoloki”. Jednak element negatywności bywa silniejszy niż we wspomnianych programach, zdarzało się, że gazety tego typu pokazywały zdjęcia makabrycznie zmarłych osób, również dzieci (za co oczywiście dostawały stosowną reprymendę od mediów i osób publicznych, ale zawsze na tym się kończyło i za jakiś czas historia powtarzała się. Również tutaj odbywa się podobne zjawisko, a mianowicie podział odbiorców na tych, którzy biorą to na poważnie oraz na tych, których to śmieszy. Jest to także próba wytworzenia „elitarności”. „Ja rozumiem, że to jest śmieszne, ale tamci idioci nie rozumieją. Jestem bardziej inteligentny i lepszy od tamtych.” W rzeczywistości obydwie grupy robią dokładnie to, o co chodzi hiperwymiarowym manipulatorom. 

Wolność i wolność. Wiedza i wiedza. Bunt i bunt. Tak jak napisałam w jednym z poprzednich artykułów. Z jednej strony trzeba się dzielić, być dobrym człowiekiem, pomagać sobie nawzajem, ale z drugiej strony raczej nie wypada lub nie wolno. Z jednej strony nie wolno oszukiwać, kraść, być niemiłym dla innych i stawiać pieniędzy wyżej niż rodzinę i przyjaciół, ale z drugiej strony raczej trzeba  lub należy. Z jednej strony nie można niepoważnie podchodzić do tematów takich jak śmierć, żałoba, tragedia i cierpienie, ale z drugiej strony jesteśmy wolni i możemy się śmiać z czegokolwiek oraz możemy uczynić ze śmiania się z czyjegoś cierpienia elitarny trend.





Partyjny inteligent wie, kiedy powinien zmienić swoje wspomnienia, a zatem w pełni się orientuje, że przekręca fakty; równocześnie jednak, dzięki dwójmyśleniu, święcie wierzy, iż prawda nie została pogwałcona. Proces ten musi być świadomy, gdyż inaczej brakowałoby mu precyzji, a zarazem bezwiedny, aby człowiek nie zdawał sobie sprawy z faktu dokonania fałszerstwa, bo to mogłoby wywołać w nim poczucie winy.3



Odnośniki i źródła:
1. Teleekran - Wikipedia
2. Sposoby kontrolowania opinii publicznej, ogłupianie mas i propaganda zachęcająca do tzw. znieczulicy
3. George Orwell, "Rok 1984"