Pokazywanie postów oznaczonych etykietą programy paradokumentalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą programy paradokumentalne. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 kwietnia 2019

Ze wszystkiego można coś wynieść, trzeba tylko chcieć się uczyć



            Pisałam kiedyś o sposobach na manipulowanie masami i doszłam wtedy do wniosku, że istnieją programy, książki czy zjawiska, które nie mają charakteru innego niż szkodliwy. Podczas gdy mogą one szkodzić, pod pewnymi warunkami mogą też być źródłem wiedzy dla tych, którzy będą chcieli się czegoś nauczyć.

            Programy paradokumentalne na pierwszy rzut oka trafiają do ludzi o pewnym rodzaju poczucia humoru lub też do tych, którzy traktują je jako rodzaj serialu. Programy te często są źródłem negatywnych emocji, a ich nieskomplikowana fabuła zdaje się nie wnosić niczego korzystnego dla odbiorcy. Jednak nawet programy paradokumentalne mogą czegoś nauczyć – na przykład tego, że przemoc jest zła lub tego, że czasami warto zawalczyć o coś ważnego. Takie programy mogą też być postrzegane jako rodzaj zagadki detektywistycznej, a odbiorca łącząc fakty będzie ćwiczył logiczne myślenie.

            Użyłam przykładu programów paradokumentalnych, bo kiedyś mocno je skrytykowałam; byłam wtedy oślepiona czarno-białym myśleniem i postrzegałam niektóre źródła jako wartościowe, a inne jako pozbawione większej wartości. Jednak myliłam się, bo tak naprawdę… wszystko jest wartościowe. Oczywiście – w pewnym sensie. Sam fakt tego, że czołowe stacje telewizyjne serwują nam rozrywkę w stylu programów paradokumentalnych lub seriali o nieskomplikowanej fabule zasługuje na odnotowanie – odsyłam do artykułów z serii Sznurki Matrixu (1) – jednak pomimo pozornie „ogłupiającej” formy można z nich wyciągnąć pozytywne treści i używać ich do polepszania swoich umiejętności lub samorozwoju. Bo sama treść nie determinuje szkodliwości materiału – kluczowe jest nasze podejście.

            Nie jesteśmy bezmózgimi zombie pozbawionymi krytycznego myślenia – jesteśmy sprytni, a każdy z nas jest sprytny na swój własny, unikalny sposób – i jeżeli tylko zechcemy, będziemy potrafili wyłuskać ze wszystkiego coś cennego dla siebie, będziemy potrafili kreatywnie uczyć się i rozwijać.

            Nie oznacza to jednak, że skoro wszystko nas uczy, powinniśmy pozostać bierni na przejawy manipulacji. Powinniśmy zauważać takie materiały i próbować zmieniać świat na lepsze. Chodzi o to, że pomimo stosowanych manipulacji, nie istnieją treści, które byłyby wyłącznie „czarne”, że uczenie się jest możliwe nawet w warunkach, które manipulatorzy, którzy je stworzyli, uznaliby za całkowicie przez nich kontrolowane i zaprojektowane tak, by rażąco zminimalizować szanse na rozwój lub całkowicie je uniemożliwić.

            Ten proces sprzeciwu przeciw szkodliwym postawom, treściom i materiałom ma miejsce cały czas – istnieje mnóstwo ludzi, którzy zauważają, że coś jest nie tak i próbują oni edukować tych, którzy nie widzą w tym niczego złego. I właśnie o to chodzi – by zauważać to, co krzywdzące i szkodliwe i by pomagać nastrajać percepcję innych na dostrzeganie takich nieścisłości, pół-prawd i kłamstw. Trzeba uczyć ludzi empatii, zrozumienia i krytycznego myślenia, dzięki czemu możliwym będzie zmniejszenie ilości nieporozumień i konfliktów. Ludzie najbardziej podatni na manipulacje to ludzie mało empatyczni, nie myślący samodzielnie i pogrążeni w strachu. Zmanipulować można tylko tych, którzy dadzą się zmanipulować. Człowiek empatyczny, myślący krytycznie i odważny jest największym postrachem tych, którzy pragną manipulować. Dlatego nadkłada się starań, by utrzymać nas jak najdalej od tych cech – społeczeństwo skłócone, skonfliktowane, podzielone, którym rządzą negatywne emocje jest łatwe do kontrolowania. Divide et impera – dziel i rządź. 

            Zatem wyciągajmy ze wszystkiego wnioski, uczmy się, rozwijajmy i uczmy innych. Nie musimy w tym celu koniecznie edukować rozmową czy działalnością społeczną, równie dobrze sprawdzi się dawanie innym przykładu swoim zachowaniem. Bądźmy zmianą, którą chcielibyśmy zobaczyć u innych. Każdy, nawet najmniejszy gest ma znaczenie.

Odnośniki:
(1)

sobota, 28 kwietnia 2018

Sznurki Matrixu 2 - Rozrywka


W poprzednim artykule skoncentrowałam się na opisaniu jednego typu programu bądź rubryki, mianowicie na wiadomościach. Tym razem omówię wszystko to, co telewizja i prasa mają do zaoferowania w ramach rozrywki. Internet i Muzyka są zbyt obszernymi kwestiami, by zawrzeć je w tym artykule, dlatego zostaną omówione osobno.
Telewizję zdarza mi się oglądać sporadycznie, głównie kiedy odwiedzam rodziców. Dlatego mniej więcej orientuję się w oferowanych programach, ale mogę pominąć niektóre ich typy, ponieważ nie jestem zaznajomiona ze wszystkim.
Zdążyłam już wspomnieć w poprzednich artykułach, że zauważyłam zjawisko systematycznego obniżania jakości emitowanych treści w telewizji, co zaczęło się na dobre około 10 lat temu. Oczywiście, programy telewizyjne nigdy nie były specjalnie ambitne (użyłam tego słowa, bo nie mogłam znaleźć bardziej trafnego), ale dopiero od kilku lat nastąpiło drastyczne ogłupienie wszystkich możliwych treści. Wtedy jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać programy paradokumentalne i „ogłupione” wersje teleturniejów. Nieco później stopniowo zaczęły „głupieć” seriale. Równolegle zaistniało zjawisko wzbogacania seriali w negatywne treści – nagle bohaterowie zaczęli ginąć w makabrycznych okolicznościach, zostawać porywani przez psychopatów, przechodzić przez poronienia, gwałty i inne rodzinne tragedie. Na osobny akapit zasługują kreskówki, czyli programy skierowane do dzieci i nastolatków – o to, w jaki sposób przesycone są przemocą i promowaniem zachowywania się bez empatii, w sposób cwaniacki i nastawiony na eksploatację innych.
Równolegle z telewizją zaczęła „głupieć” prasa. Gazety o charakterze informacyjnym zachowały ten sam ton, choć jakość informacji w nich prezentowana może budzić zastrzeżenia. Fakt istnienia gazet typu… Fakt. Gazety dla kobiet – w których istnieje rozbicie na dwie główne grupy docelowe – kobiety sukcesu, podążające za trendami, zarabiające wystarczająco, by pozwolić sobie na zakup markowych ubrań i kosmetyków oraz kobiety mniej majętne, mniej wykształcone, opiekujące się domem. Są jeszcze nastolatkowie, do których skierowane są gazety o popularnych idolach, problemach typowych dla danego wieku, poruszające tematykę zauroczeń i dojrzewania (przynajmniej w teorii) oraz gazety dla dzieci – obejmujące tematykę popularnych kreskówek, gier czy zabawek. 

Na śniadanie w Teleekranie1

Chyba każdy wie, czym jest program paradokumentalny. Jest to program stylizowany na reportaż z czyjegoś życia, w którym kamerzysta odwiedza czyjeś mieszkanie, przeprowadza „wywiady” z mieszkańcami i filmuje różne wydarzenia, które dotyczą bohaterów „reportażu”. Bohaterowie będą mierzyć się z często absurdalnymi problemami, skonstruowanymi w taki sposób, by jednocześnie trafiały do przeciętnego odbiorcy2 (przecież z jakiegoś powodu te programy zajmują większość czasu w czołowych stacjach telewizyjnych) oraz do tych, którzy mają się za bardziej inteligentnych od przeciętnego odbiorcy, mianowicie problemy bohaterów będą dotyczyć codziennego życia, ale okraszone będą irracjonalnością, awanturami, brakiem umiejętności aktorskich i słuszną dozą negatywnych emocji. Programy te można podzielić na „życiowe”, „policyjne”, „szkolne” i „szpitalne”. Charakterystyczna dla tych programów jest elastyczna grupa docelowa; teoretycznie program ma być alternatywą dla seriali, w którym aktorami są zwyczajni ludzie, może nawet być „cennym źródłem wiedzy” medycznej, prawniczej czy w inny sposób „uczyć i bawić”, w praktyce można oglądać taki program ponieważ 1) bierze się go na poważnie i/lub traktuje jako rodzaj serialu albo 2) dostrzega się komizm i aprobuje się ten rodzaj humoru, czyli oznacza to, że kogoś śmieszą sytuacje i postaci obecne w programie lub/i osoby, które mogą brać to na poważnie. Istnieje jeszcze trzecia opcja, która dotyczy również każdego innego programu telewizyjnego lub radia, mianowicie 3) doświadcza się znudzenia i włącza się kanał emitujący taki program z powodu uznania, że nie ma lepszych opcji lub też chce się skupić na jakiejś innej czynności, ale decyduje się na włączenie jakiegoś źródła dźwięku. Tego typu programy nie wnoszą zupełnie niczego, nie mają nawet ciekawej fabuły. Skupiają się na ukazywaniu patologii, krzyków, awantur, ignorancji a (co więcej!) nawołują do uznania tych elementów za humorystyczne! Tym sposobem w tym samym czasie wzbudzają negatywne emocje w ludziach, którzy w jakiś sposób mogą identyfikować się z prezentowanymi postaciami oraz wypaczają poczucie tego, co jest uznawane za śmieszne wśród tych, którzy nie traktują programu na poważnie. Włączasz telewizor, trafiasz na program paradokumentalny, i jeżeli po jakimś czasie decydujesz się oglądać dalej robisz to, bo 1) uznajesz program za interesujący 2) program zaczyna cię śmieszyć. Nie ma innych powodów, dla których można to oglądać. Jeżeli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś z dziedziny prawa czy medycyny, mógłby poszukać informacji w internecie.
Na uwagę zasługują także programy typu reality show, które polegają na tym, że życie danych osób, które zgłosiły się do takiego programu, jest „podglądane” przez widzów. Na ogół takie programy będą miały jakieś zasady, a osoba, która „utrzyma się” w programie najdłużej, wygrywa. Może się utrzymać na różne sposoby, czasem będą to głosy widzów, czasem na drodze głosowania, w którym uczestnicy eliminują się nawzajem. Tematyka programu może być rozmaita, na przykład istnieją takie programy mające miejsce na „bezludnej wyspie” lub polegające na tym, że jakaś osoba (na ogół znana lub bogata) przeprowadza casting na swoją żonę czy męża. Czasami programy nie kryją się z tym, czym są w istocie, czasami na tym, że ich uczestnicy mają ogromne parcie na szkło budowana jest ich popularność. Czasami programy mydlą oczy pozorną wartością edukacyjną lub inną szczytną ideą im przyświecającą (na przykład pomoc w znalezieniu komuś partnera lub w zapewnienia komuś własnego mieszkania). Zwłaszcza te pierwsze są oglądane głównie po to, by pośmiać się z uczestników. Już tutaj widoczne jest pewne podobieństwo do struktury wyżej opisanych paradokumentów. Również tutaj obowiązuje ta sama zasada, co przy programach paradokumentalnych, co w połączeniu z moim wytłumaczeniem istoty przeciętnego odbiorcy w jednym z poprzednich artykułów może być odpowiedzią na pytanie: Jak sprawić, żeby ludzie zaakceptowali w oczywisty sposób ogłupiające materiały w czołowych stacjach telewizyjnych? Tak samo jak programy paradokumentalne, programy typu reality show stoją na gruncie ignorancji, negatywności i wypaczonego poczucia humoru.
Są też seriale. Seriale mogą być „życiowe”, „romantyczne”, „from zero to hero” lub „od brzydkiego kaczątka do pięknej księżniczki”, mogą rozgrywać się w jakimś specyficznym miejscu, takim jak hotel czy szpital, mogą też skupiać się na jednym bohaterze czy bohaterce oraz na jej/jego kłopotach, rozwoju kariery i poszukiwaniu miłości. Istnieją też seriale familijne, fantastyczne, paranormalne i takie skierowane do „tych bardziej wymagających” odbiorców, poruszające oryginalniejsze kwestie lub ujmujące temat z nietypowej perspektywy, jednak takich seriali nie obejrzy się na głównych telewizyjnych kanałach. Seriale najłatwiej dostępne będą nieskomplikowane, będą skupiać się na kwestiach rodzinnych, romantycznych i zawodowych. I gdyby rzeczywiście były to tylko seriale o nieskomplikowanych fabułach i przewidywalnych wątkach, nie byłoby w nich żadnego problemu (pomijając kwestię, że są emitowane na czołowych kanałach). Niestety, takie seriale często używane są do przemycania elementów propagandowych, takich jak „dzieci trzeba szczepić, a ci, co nie szczepią, są świrusami i urządzają dzieciom ospa party” lub też korespondują do obecnej władzy, na przykład wciskanie wątku z mądrym i pomocnym księdzem do każdego serialu oraz ukazywanie jego bohaterów jako bogobojnych i chodzących do kościoła. Można także wyłapać obśmiewanie zwolenników medycyny naturalnej, lub powiązanie leczenia za pomocą kryształów z osobami, które wierzą w horoskopy i pytają wróżek, czy ich kolejny partner będzie starszym od nich blondynem. Seriale odzwierciedlają też wszystko to, czym Matrix chce, żebyśmy byli – pęd ku karierze, władzy, dobrom materialnym, przepychowi, angażowanie się w życie rodzinne i w nowe romanse, płytka religijność itd. Łatwo dostępne seriale są też odtwórcze, nie propagują kreatywności, samodzielnego myślenia, skłonności do refleksji, prawdziwej miłości, empatii czy chęci sprzeciwu. Bohaterowie seriali nie protestują przeciwko władzy (chyba, że serial jest w innym kraju lub odnosi się do wcześniejszego okresu w historii), nie mają preferencji politycznych (ale mogą „zająć stanowisko” w kwestii aborcji, żołnierzy wyklętych, szczepionek czy homoseksualizmu). Bohaterowie seriali idą na studia, pracują jako prawnicy, lekarze i architekci, mieszkają w mieszkaniach, na które nie stać ogromnej większości ludzi oglądających ten serial. Bohaterowie seriali mówią w sposób, który jest aprobowany przez system, który jest taki sam dla każdego, w którym nie ma żadnej kreatywności, żadnej spontaniczności, żadnej iskry. Żadnego ognia. Wszystko jest ugrzecznione, ugłaskane i kontrolowane. Co więcej, od jakiegoś czasu nasiliło się „ogłupianie” wszystkich seriali emitowanych na głównych kanałach oraz wzbogacanie ich w brutalne treści. Od dłuższego czasu jeden serial emitowany na „jedynce” nawet nie silił się na udawanie, że nie jest robiony dla beki. Teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że cała reszta seriali typu „życiowego” może z nim konkurować. To dzieje się na oczach wszystkich, nie jest zjawiskiem trudnym do dostrzeżenia, jednak mimo wszystko większość wybiera tego nie widzieć. Seriale zaczęły transformację z ignorancji do ignorancji idącej w parze z negatywnością i wypaczonym humorem. Według tego samego mechanizmu prawdopodobnie przejdzie to bez większego sprzeciwu.
Kabarety. Najczęściej bazują na prostym i nieszkodliwym (dla Systemu) humorze, który oczywiście jest odtwórczy. Wszystkie popularne kabarety będą wyśmiewać polityków, głównie tych, którzy nie są akurat przy władzy, ale tym rządzącym także nieraz się oberwie, w końcu jesteśmy wolni. Będą też śmiać się z księży, „typowych polaczków” (ale nie za bardzo, w taki sposób, jak powyżej, powyżej i powyżej, z upewnieniem się, że ci, z których w rzeczywistości się śmieją będą przekonani, że obśmiewają przeciętnego polaczka/kobietę/faceta/kogokolwiek, z którym nikt się nie utożsamia), ludzi, którzy się przewracają, poślizgają na skórce od banana czy wbijają sobie gwóźdź w rękę, będą śmiać się z awantur w stylu „baba drze się na chłopa”, ktoś puścił bąka itp. Będą także prowadzić komediowe monologi, w których będą narzekać i złościć się, będą wywoływać osoby z widowni na scenę po to, by ich ośmieszyć, zbić z tropu lub zwyczajnie użyć jako element show upewniając się, że pozostaną posłuszni. Będą śmiać się z alkoholików i osób o innym kolorze skóry niż biały. Także tutaj spełnione są znane już nam elementy – ignorancja, negatywność i wypaczone poczucie humoru.
            Kreskówki, czyli w jaki sposób sprawić, by rodzice godzili się na to, że ich dzieci oglądają ludzi i zwierzęta, którym na głowy spadają kowadła i fortepiany. Kreskówki w ogromnej większości są negatywne. Ich fabuła bazuje na przemocy. Bohaterowie mogą brutalnie bić inne postaci tłumacząc to faktem, że „tamci są źli”, a oni są „tymi dobrymi”, obrońcami sprawiedliwości. No przecież jak ktoś jest zły, bo (na przykład) ukradł diament, można go skatować tak, że zemdleje! Albo jeśli postaci spadnie na głowę fortepian, ale tylko nabije sobie guza, to nic się nie stało! Jeśli tylko bicie kogoś, strzelanie do kogoś lub upuszczanie na kogoś ciężkiego przedmiotu ukazane zostanie jako coś śmiesznego, nie może być mowy o jakiejś tam przemocy! Przecież wszyscy w bajce się śmieją, poza tym jednym, który akurat jest nieprzytomny, bo został pobity. Często głównym bohaterem takiej kreskówki będzie postać najbardziej cwana, nieempatyczna i manipulująca – ukazywanie takiej postaci jako najbardziej „cool” jest celowym zabiegiem. Oczywiście, nie wszystkie animacje, bajki czy kreskówki takie są, ale należy też rozróżnić pomiędzy animowanymi treściami adresowanymi do dzieci a tymi, które są kierowane raczej do starszej publiki. Jednak nie ma wątpliwości, że kreskówki emitowane na kanale z bajkami przeznaczone dla dzieci i będą przez nie oglądane. Faszerowanie ich przemocą nie jest przypadkowe. Ukazywanie przemocy w humorystycznym świetle nie jest przypadkowe. Serwowanie takiego koktajlu najbardziej podatnym na absorbcję takich treści umysłom nie jest przypadkowe. Ignorancja, negatywność i wypaczone poczucie humoru.

Prasa

Jeśli chodzi o gazety, to mogę wypowiedzieć się tylko na temat niektórych typów.
Pierwszym będą gazety skierowane do kobiet. Jak już wspomniałam, istnieje podział na dwie główne grupy docelowe – kobiety aktywne zawodowo, dobrze zarabiające, oczekujące życia na wysokim standardzie i wykształcone oraz na kobiety mniej wykształcone, mniej aktywne zawodowo lub opiekujące się domem. Pierwszy typ gazet będzie zaznajamiał odbiorczynie z najnowszymi trendami modowymi, biżuteryjnymi i kosmetycznymi, będzie zawierał artykuły psychologów, specjalistów z różnych dziedzin i eleganckie wywiady ze znanymi osobami. Drugi typ gazet przedstawi „ploteczki” ze świata gwiazd, domowe porady, „historie z życia wzięte” i przepisy. Jeśli chodzi o prasę dla kobiet, to chyba wyczerpałam listę tematów, jakie może ona poruszać. W obydwóch przypadkach gazety skupiają uwagę czytelniczek na bezpiecznych dla Systemu kwestiach, takich jak moda, uroda, luksus, nabywanie dóbr, znane osoby, opiekowanie się domem i rodziną. Jeśli pojawi się jakiś „naukowy” artykuł, zawsze będzie on nieszkodliwy dla Systemu, na przykład będzie bazował na nauczanej przez System wiedzy psychologicznej. Co ciekawe, nie ma gazet dla kobiet kreatywnych, artystycznych i buntowniczych, ponieważ kreatywni, artystyczni i zbuntowani dorośli nie istnieją nawet, jeśli istnieją.
Kolejnym typem gazet są gazety młodzieżowe. Tutaj mogę podać przykład pewnej gazety, której już nie ma. Chodzi o gazetę o tytule „Trzynastka”. Mama kupowała mi ją, jak byłam nastolatką. Zachowałam kilka egzemplarzy tej gazety i z późniejszej perspektywy mogę powiedzieć, że była to całkiem w porządku gazeta dla nastolatek, która rzeczywiście poruszała kwestie powiązane z dojrzewaniem i omawiała problemy, których może doświadczyć osoba w tym wieku. Miałam okazję przyjrzeć się tej gazecie kilka lat po tym, jak przestałam ją kupować i stała się niemal identyczna z każdą inną „młodzieżową” gazetą. Przez kilka lat z całkiem znośnej gazety przeistoczyła się w kopię Bravo (a był to naprawdę znaczny przeskok). Obecnie nie wiem, jakie są gazety dla młodzieży, ale kiedy ja byłam nastolatką, skupiały się one na idolach, poradach w stylu „jak znaleźć tego jedynego” albo „jak ją poderwać”, pokazywały trendy ze świata muzyki, mody i gwiazd. Podejrzewam, że mogło stać się z nimi to samo, co z „Trzynastką”, ale trudno mi wyobrazić sobie gazetę typu Bravo, której by się to przytrafiło.
Jeśli jesteś emerytem, musisz rozwiązywać krzyżówki, być religijny, interesować się ogrodem, opieką nad wnukami i pieczeniem ciast, dlatego gazety przeznaczone dla ciebie będą dotyczyć wyłącznie tych tematów. Kreatywni, artystyczni i zbuntowani emeryci nie istnieją tak samo jak kreatywni, artystyczni i zbuntowani dorośli. Ponieważ buntują się tylko nastolatki, co mają fiu bździu w głowach i dopiero dojrzeją do potulnego podążania jedną z wyznaczonych przez matrix ścieżek. Sam bunt oraz bunt zasługuje na omówienie w osobnym tekście.
Nadeszła pora na Fakty i Super Expressy. Są to papierowe odpowiedniki programów paradokumentalnych, operujące na dokładnie takim samym gruncie, czyli na ignorancji, negatywności i wypaczonym humorze. Tematyka jest bardzo zróżnicowana, opisująca absurdalne historie z życia „czytelników” o humorystycznych tytułach, takich jak: „Odebrał żelazko zamiast telefonu”, „Kurz złamał mi rękę” czy „Wybuchły mi termoloki”. Jednak element negatywności bywa silniejszy niż we wspomnianych programach, zdarzało się, że gazety tego typu pokazywały zdjęcia makabrycznie zmarłych osób, również dzieci (za co oczywiście dostawały stosowną reprymendę od mediów i osób publicznych, ale zawsze na tym się kończyło i za jakiś czas historia powtarzała się. Również tutaj odbywa się podobne zjawisko, a mianowicie podział odbiorców na tych, którzy biorą to na poważnie oraz na tych, których to śmieszy. Jest to także próba wytworzenia „elitarności”. „Ja rozumiem, że to jest śmieszne, ale tamci idioci nie rozumieją. Jestem bardziej inteligentny i lepszy od tamtych.” W rzeczywistości obydwie grupy robią dokładnie to, o co chodzi hiperwymiarowym manipulatorom. 

Wolność i wolność. Wiedza i wiedza. Bunt i bunt. Tak jak napisałam w jednym z poprzednich artykułów. Z jednej strony trzeba się dzielić, być dobrym człowiekiem, pomagać sobie nawzajem, ale z drugiej strony raczej nie wypada lub nie wolno. Z jednej strony nie wolno oszukiwać, kraść, być niemiłym dla innych i stawiać pieniędzy wyżej niż rodzinę i przyjaciół, ale z drugiej strony raczej trzeba  lub należy. Z jednej strony nie można niepoważnie podchodzić do tematów takich jak śmierć, żałoba, tragedia i cierpienie, ale z drugiej strony jesteśmy wolni i możemy się śmiać z czegokolwiek oraz możemy uczynić ze śmiania się z czyjegoś cierpienia elitarny trend.





Partyjny inteligent wie, kiedy powinien zmienić swoje wspomnienia, a zatem w pełni się orientuje, że przekręca fakty; równocześnie jednak, dzięki dwójmyśleniu, święcie wierzy, iż prawda nie została pogwałcona. Proces ten musi być świadomy, gdyż inaczej brakowałoby mu precyzji, a zarazem bezwiedny, aby człowiek nie zdawał sobie sprawy z faktu dokonania fałszerstwa, bo to mogłoby wywołać w nim poczucie winy.3



Odnośniki i źródła:
1. Teleekran - Wikipedia
2. Sposoby kontrolowania opinii publicznej, ogłupianie mas i propaganda zachęcająca do tzw. znieczulicy
3. George Orwell, "Rok 1984"